Rozdział 6. "Nienawiść i bezradność."




- Spokojnie. Z czasem wszystkiego się dowiesz. Już za niedługo Konoha… - złowroga postać podniosła z ziemi kamień, by po chwili zwłoki zacisnąć pięść i zgnieść go w pył. - … zostanie zniszczona.

***

Odkąd Kushina i Minato dowiedzieli się, że zostaną rodzicami minął miesiąc. Nikt prócz nich oraz Kakashiego nie wiedział o stanie błogosławionym kobiety. Wszyscy mieszkańcy Wioski Ukrytej w Liściach żyli swoim własnym życiem. Stan Miyuki niestety nie poprawił się na tyle, aby wyjść ze szpitala we wcześniej określonym terminie i biedna dziewczyna wciąż tkwiła w nudnej sali szpitalnej. Przeczytała już całą biblioteczkę Kakashiego i pół biblioteki Konohy. Jako, że dziewczyna uwielbia rysować, ze swojej sali uczyniła małą galerię sztuki… gdyż zdążyła namalować już ponad 60 obrazów. Ale nie kryła tego, jak bardzo ma już dosyć szpitalnego życia. Czuła się już całkiem dobrze, miała już dosyć siły aby samodzielnie wstawać i przechadzać się po szpitalu. Nie rozumiała dlaczego wciąż musi tu tkwić. Lekarz prowadzący powiedział, że obawia się o jej system krążenia chakry, ale dziewczyna czuła się wyjątkowo dobrze i wolałaby już odpoczywać we własnym domu, we własnym łóżku. Niestety lekarz nie chciał się zgodzić na pozostawienie pacjentki bez opieki, którą szpital jej zapewniał. Nie pomogły żadne prośby i błagania… Brunetka siedziała teraz na dachu szpitala, ciesząc się spokojem ciepłego dnia. Lubiła tutaj przesiadywać, chociaż nie podobało się to personelowi szpitala. Ale miała nadzieję, że wszyscy tutaj będą już mieli jej dosyć i wypiszą ją do domu. Cóż, nadzieja umiera ostatnia…
- Wiesz, że szuka cię pielęgniarka? - miły męski głos zakłócił spokój Miyuki.
- Zaskoczę cię, jeśli poproszę abyś im nie mówił gdzie jestem? - dziewczyna odwróciła się w stronę intruza i uśmiechnęła ciepło.
- I tak zaraz się domyślą. Zbyt często tu przychodzisz. - szarowłosy chłopak podszedł do siedzącej na krawędzi dachu dziewczyny. - Można się przyłączyć?
Miyuki spojrzała na panoramę wioski i w odpowiedzi tylko kiwnęła głową twierdząco.
- Jeśli spędzę w tym szpitalu jeszcze jedną noc, to przysięgam że skoczę z tego dachu…
- Obawiam się, że tylko się połamiesz. - zaśmiał się.
- Ja nie żartuję, Kakashi… - dziewczyna zacisnęła pięści. - Mam dosyć tego szpitala…
- Więc chyba dobrze, że załatwiłem ci zwolnienie, prawda? - pomachał brunetce przed oczami kartką papieru, na której był wypis ze szpitala.
- Co?! - błękitne oczy spojrzały z niedowierzaniem na Hatake. - Błagam, nie mów że to żart…
- To najprawdziwsza prawda! - Kakashi podał przyjaciółce dokument. - Wystarczy spakować twoje rzeczy i zmywamy się stąd.
W jednej sekundzie energia życiowa Miyuki wróciła do jej ciała i dziewczyna aż podskoczyła z radości. Niestety zapomniała, że znajduje się na skraju dachu i ten nagły napływ radości spowodował utratę równowagi. Tylko refleks Kakashiego, który złapał ją za rękę, uchronił dziewczynę przed najprawdziwszym skokiem z dachu…
- Na pewno nie chcesz tutaj zostać? - Kakashi odetchnął z ulgą, że zareagował w porę.
- Ani minuty dłużej! - ona również odetchnęła w duchu, że ma tak zręcznego przyjaciela przy sobie…

- Patrząc na twoje skłonności samobójcze… To sam nie wiem…
- Dobrze już, dobrze. Chodźmy! Muszę zabrać swoje rzeczy jak najszybciej i już mnie tu nie ma. - dziewczyna skierowała swe kroki w stronę wejścia na dach.
- Em… - miał jeszcze jedną informację. - Jest jeszcze jedna rzecz…
- Hmm? - odwróciła się w stronę zakłopotanego przyjaciela. - O co chodzi?
- Dostałem dla ciebie ten wypis pod jednym warunkiem… - pytające spojrzenie niebieskich oczu wprawiało chłopaka w jeszcze większe zakłopotanie. - Obiecałem lekarzowi, że po wyjściu ze szpitala na jakiś czas… Zamieszkasz u mnie…
Zapadła grobowa cisza, można powiedzieć że nawet ptaki na pobliskich gałęziach zaprzestały swego koncertu. Przez dach przebiegł delikatny podmuch wiatru, schładzając rozpalone z zawstydzenia policzki Kakashiego.
- U… ciebie…? - Miyuki wyobraziła sobie tą scenę i nie wiedząc dlaczego, na jej policzkach również pojawiły się urocze rumieńce.
- T-Tak… Lekarz sam ci powiedział, że musisz mieć opiekę. Dlatego nie chciał cię wypisać. A ja… Ja zaproponowałem, że się tobą zajmę.
Powiedział to niemal na jednym wdechu. Czuł się zawstydzony, bo nie wiedział jak na to zareaguje przyjaciółka. W sumie to powinno być normalne, że przyjaciel pomaga swojej przyjaciółce. Więc dlaczego czuł to potworne zawstydzenie i dziwne ssanie w żołądku?
- Cóż… więc chyba muszę ci podziękować. - na jej twarzy pojawił się uśmiech. Cieszyła się, że wychodzi ze szpitala, ale chyba jeszcze bardziej cieszył ją fakt, że spędzi mnóstwo czasu z Kakashim.
- Dobrze, chodźmy po twoje rzeczy. - Hatake odwzajemnił uśmiech i dwójka przyjaciół poszła po rzeczy Miyuki.

***

- Twoje zadanie nie zostało zakończone. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.
- Ale… Panie Danzo!
- Zamknij się, Hiwabe! - starszy mężczyzna uderzył swoją laską o podłogę, uciszając swojego podwładnego. - Ona miała zniknąć! Hokage miał wydać decyzję o jej wydaleniu z wioski! A tymczasem… Przez twoje niedbalstwo wioska ma kłopoty!!!
- O… O czym pan mówi? - Hiwabe czuł narastające przerażenie, nie wiedział o czym mówi jego dowódca. Ale jego słowa przeraziły go nie na żarty.
- Nieważne… - Danzo starał się opanować, bowiem nie chciał wyjawiać prawdy nikomu. Teraz musiał się zająć prawdopodobnym atakiem na Konohę. Oczywiście nie chciał przyjąć do wiadomości że to wszystko jego wina, tylko wolał obwiniać o wszystko członka ANBU. Mężczyzna zazgrzytał zębami ze złości. - Przeklęty Czwarty… Jest zbyt miękki!

***

Miyuki spakowała już swoje ubrania, natomiast Kakashi kończył już pakowanie jej narzędzi malarskich. Rzucił okiem na pokaźną kolekcję obrazów które dziewczyna stworzyła podczas swojego pobytu w szpitalu… Nie do końca wiedział co mają z nimi zrobić. Miyuki zauważyła jego niepewny i odrobinę wystraszony wzrok błądzący po jej malowidłach.
- Spokojnie, nie wniosę ci ich do domu. Przynajmniej pielęgniarki mają jakąś korzyść z mojego pobytu.
- To znaczy? - spojrzał na nią speszony.
- Jedna się zachwycała, rozgadała reszcie… I tak stwierdziły wspólnie, że chętnie przygarną moje bazgroły.
- Bazgroły? Przecież one są bardzo … ładne… - Kakashi nie do końca wiedział jak określa się sztukę, na co dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. - Naprawdę.
- Dziękuję. - obdarowała przyjaciela delikatnym uśmiechem. - Ok! Gotowa do wyjścia!
- Jeszcze nie. - głos lekarza bezlitośnie zatrzymał pacjentkę. - Jeśli pani pozwoli… Mam kilka zaleceń.
- Jeśli trzeba… - westchnęła.
- W sumie większość powiedziałem już pani opiekunowi. - tutaj mężczyzna spojrzał na Kakashiego, na co ten zakłopotany spojrzał za okno licząc, że dzięki temu stanie się niewidoczny. - Czuje się pani dużo lepiej, niż wskazuje na to pani stan. Proszę się nie forsować i przyjmować przepisane suplementy. I gdyby cokolwiek się działo, proszę natychmiast się zgłosić.
- Rozumiem. - Miyuki uśmiechnęła się do lekarza i uścisnęła jego dłoń. - Bardzo dziękuję za opiekę!
Mężczyzna był lekko zaskoczony pozytywnym nastawieniem dziewczyny, ale po chwili odwzajemnił jej uśmiech i pożegnał się uprzejmie. Dwójka wyszła ze szpitala i powolnym krokiem udała się w stronę domu Kakashiego. Miyuki nie czuła się zbyt komfortowo z myślą, że najbliższe dni spędzi w domu swojego przyjaciela, na jego głowie. Nigdy nie nocowała u Kakashiego, co dodatkowo ją stresowało. Nie uszło to uwadze szarowłosego, który nie mniej się stresował najbliższymi dniami. Nigdy nie spędził z Miyuki więcej niż trzech dni… Jedynie na misjach spędzali ze sobą trochę czasu, ale przecież to nie to samo.
- Wszystko w porządku? - jego ciepły ton sprawił, że przez ciało brunetki przeszedł dreszcz.
- T-Tak!
- Wyglądasz na spiętą…
- Nie nie! To po prostu… - Myśl Miyuki, myśl. - szybko potrzebna jakaś sensowna wymówka. A może… - Czy to dla ciebie nie problem? - prawda. Najlepsze rozwiązanie, szczerość.
- Hm? - Kakashiego zupełnie zaskoczyło to pytanie. Stanął w miejscu i spojrzał na zasmuconą przyjaciółkę. - Jaki problem?
- Ja… - na twarzy dziewczyny dawno nie było widać takich emocji jak dzisiaj. Smutek mieszał się z zażenowaniem.
- Miyuki… - podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu. - Przecież ty nie jesteś żadnym problemem!
- Przez kilka najbliższych dni dla ciebie będę…
- Nawet tak nie żartuj! - spojrzał czule w błękitne oczy. Nie mógł uwierzyć w to, że dziewczyna myślała o sobie i obecnej sytuacji w ten sposób. - Myślę, że dla mnie to będzie większa rehabilitacja niż dla ciebie. - zażartował.
Miyuki spojrzała na przyjaciela. Pierwszy raz w życiu ktoś jej powiedział, że nie będzie problemem. Jej… dziewczynie, która skazana była na najgorsze traktowanie. Nie była Jinchūriki, a ludzie traktowali ją niemal tak samo… A tutaj, ktoś kto wie o jej najciemniejszych stronach tak po prostu stwierdził, że nie jest kłopotem. I była to szczera opinia, prosto z serca. Brunetka poczuła przyjemne ciepło napływające do jej serca i mimo że z całych sił starała się je powstrzymać, to i tak słone krople zaczęły spływać po jej policzkach.
- He? - Kakashi nie wiedział co złego powiedział. - Ty płaczesz? Dlaczego? Powiedziałem coś nie tak?
- Hehe, nie… - otarła łzy i przytuliła go mocno. - Dziękuję, Kakashi…
Był zaskoczony, jednak nie było to dla niego coś nieprzyjemnego. Uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
- Chodźmy do domu, Miyuki.
I tak dwójka shinobi, najbliższych sobie przyjaciół poszła do domu Hatake. Oboje czuli, że mogą na sobie polegać i to było to coś, czego każde z nich potrzebowało. Osoby która będzie dla nich oparciem w trudnych chwilach i motorem napędowym do działania.

***

- Jesteś głodna? - Kakashi wyjrzał z kuchni.
- A masz zamiar robić kolację? - akurat grzebała w swojej torbie w poszukiwaniu piżamy.
- Teraz moim zadaniem jest opiekowanie się tobą. Należy w to wliczyć wyżywienie, więc… tak, mam zamiar zrobić kolację.
- Może ci pomóc?
- Nie, nie. Rozgość się! - Kakashi rzucił szybko, po czym wskoczył do kuchni w celu  przygotowania jakiejś szybkiej i lekkiej potrawy.
Miyuki westchnęła i pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Nie miała serca mówić, że nie ma apetytu gdyż w szpitalu załapała się na kolację. Poza tym kusiła ją wizja czegoś smakowitego, wiedziała że Hatake jest dobrym kucharzem. Po chwili przypomniała sobie o niedokończonych poszukiwaniach i na powrót zanurkowała w torbie.
- “No gdzie ona jest… Nie mogła zostać w szpitalu” - niestety, w torbie nie było niczego co mogłoby posłużyć dziewczynie jako piżama. To był kłopot. No bo przecież nie będzie w majtkach paradować po mieszkaniu Kakashiego… No nic, jedynym wyjściem był spacer do własnego mieszkania i zabranie z niego kilku potrzebnych rzeczy.
- Em… Kakashi? - w odpowiedzi usłyszała krótkie “Mhmmmmph?”, stłumione przez rozgryzanego ogórka. - Wyskoczę na chwilkę do siebie.
- Że co? - ni stąd ni zowąd chłopak pojawił się obok przyjaciółki, już z pustymi ustami. - Po co?
- Głupia sprawa… - dziewczyna zarumieniła się. - Moja piżama musiała zostać w szpitalu… skoczę po coś do spania i zaraz wracam!
- Absolutnie nie ma mowy! - szarowłosy pokręcił przecząco głową. - Nie wypuszczę cię samej.
- Daj spokój… przecież nie idę do innego kraju, tylko do siebie. Co się może stać?
- No właśnie dużo. Słyszałaś lekarza.
- Wszyscy przesadzacie… - Miyuki burknęła pod nosem kiedy Kakashi wracał do kuchni w celu odłożenia nożyka.
- Słyszałem!
- Nieważne… zaraz wracam. - brunetka ruszyła w stronę drzwi i gdy miała już chwycić za klamkę, stanowcza dłoń Kakashiego zatarasowała jej drogę.
- My się chyba nie zrozumieliśmy, Miyuki. - ton chłopaka dawno nie był aż tak poważny. - Zostajesz tutaj. Samej cię nie puszczę.
- Ale teraz jesteś zajęty, a mnie to zajmie dwie minuty!
Kakashi nie miał zamiaru dalej prowadzić tej dyskusji. W mgnieniu oka podniósł przyjaciółkę, że teraz znajdowała się na jego rękach. Nim ta zorientowała się w tym, co się stało, była już w sypialni Kakashiego.
- C-co ty wyprawiasz? - na twarzy dziewczyny pojawił się soczysty rumieniec.
- Powiedzmy, że stawiam na swoim. - postawił ją na podłodze, po czym zaczął grzebać w swojej szafce. - Powinno być dobre. - chłopak odwrócił się do przyjaciółki wręczając jej tym samym jedną ze swoich koszulek.
Miyuki popatrzyła na niego pytająco, licząc że ten sobie żartuje.
- Proszę. Może być za duża, ale chyba nie przeszkadza ci że to moja koszulka?
- N-nie, nie! - czuła, że jej twarz zaraz spłonie, a najgorsze było to że nie mogła tego w żaden sposób powstrzymać. - Dziękuję…
- Nie ma sprawy. To wracam do kolacji. - Kakashi skierował się w stronę wyjścia z pokoju. - I nie rumień się tak, bo wyglądasz tak uroczo, że ciężko się opanować i… - w tym momencie chłopak zdał sobie sprawę z tego co powiedział i jak to zabrzmiało, dlatego urwał zdanie w ostatnim momencie. Nie odwrócił się, tym samym nie zdradzając że jego twarz również nabrała purpury i szybko opuścił pomieszczenie.
- Ciężko… się… opanować…? - Miyuki powtórzyła szeptem, pozwalając powoli dojść do swojego mózgu znaczeniu tych słów. Jej twarz dosłownie płonęła. - Wyglądam… uroczo?
Kakashi niczym błyskawica wrócił do kuchni i szybko odkręcił zimną wodę w kranie. Zmoczył ręce, a następnie pochlapał się po twarzy.
- “Co ty do cholery wyprawiasz?! Co to miało być?!” - Kakashi karcił się w myślach. - “Urocza, aż ciężko się opanować...” - zimna woda odrobinę pomogła na zarumienione z zawstydzenia policzki, jednak nie zamaskowała ich całkowicie. Chłopak wziął kilka głębokich oddechów... co się z nim działo? Przerażała go świadomość, że przez chwilę miał ochotę ją pocałować...

Miyuki stała jeszcze przez chwilę jak słup soli, po czym jej rozum powrócił na swoje miejsce. Szybko zniknęła za drzwiami łazienki, po czym oddała się letniemu prysznicowi. Gdy dźwięk lejącej się wody doszedł do uszu Kakashiego, ten odetchnął z ulgą że ma jeszcze trochę czasu na uspokojenie emocji. Natomiast brunetka włączyła zimną wodę i czekała, aż temperatura jej ciała spadnie. Nie wiedziała jak ma zareagować na to co powiedział Kakashi. Czy w ogóle ma reagować? I co on mógł mieć na myśli? Czyżby… czyżby Kakashi… Nie, to na pewno nie było to. Byli najlepszymi przyjaciółmi i Hatake byłby ostatnią osobą która próbowałaby to zmieniać. Miyuki ubrała koszulkę przyjaciela, która była na nią trochę za duża… jednak w niczym to nie przeszkadzało. Spojrzała w swoje odbicie w lustrze i głęboko westchnęła
- “On przynajmniej zasłania twarz i nie zawsze widać co myśli...” - uśmiechnęła się delikatnie.
Pomimo tego, że już nie raz dwójka jadała w swoim towarzystwie, Miyuki jeszcze nigdy nie widziała twarzy swojego przyjaciela. Nagle dziewczyna wzdrygnęła się. Czy fakt, że teraz będzie musiała spędzić kilka dni w jego domu oznaczał, że dane jej będzie zobaczyć twarz Kakashiego? Przecież chyba nie będzie chodził w masce cały czas… Jeszcze dwa głębokie wdechy i można przestać się ukrywać. Brunetka powoli opuściła łazienkę i niepewnie weszła do kuchni, w której Kakashi kończył już przygotowywanie obiadokolacji.
- Ładnie pachnie… - dziewczyna starała się utrzymać spokojny ton, jednak nie miała pewności czy jej to wyszło.
Kakashi nic nie odpowiedział, tylko odwrócił się i położył na stole miskę ryżu oraz nieziemsko pachnącą potrawkę. Miyuki nie potrafiła odgadnąć w jakim nastroju jest jej przyjaciel, więc już nic nie mówiąc zajęła miejsce przy stole. Spojrzała niepewnie w stronę szarowłosego próbując odgadnąć jego myśli.
- Smacznego. - chłopak spojrzał na nią niepewnie, po czym oboje przystąpili do posiłku.
Przebiegał on w zupełnej ciszy… żadne z nich nie wiedziało jak zachować się względem drugiej osoby, a tym bardziej od czego zacząć rozmowę... Dziewczyna była tak spięta, że wlepiła oczy w posiłek i ani myślała podglądać, pieprzyć ten jego sekret...
- Chcesz jutro poćwiczyć? - Hatake wystrzelił z pytaniem jak z procy.
- Poćwiczyć?
- Mały trening ci nie zaszkodzi. Poza tym to ja bym z tobą trenował, więc będę na ciebie uważał.
- Skoro tak, to nie mogę odmówić! - to było spełnienie marzeń dla Miyuki. Od bardzo dawna nie robiła nic bardziej ekscytującego niż chodzenie po dachu szpitala, więc wizja szybkiego i spokojnego treningu z Kakashim była jak balsam na ranę.

Po posiłku wstała i zaczęła sprzątać. Widząc to, Kakashi szybko do niej dołączył, jednak to płeć żeńska wygrała bitwę o zlewozmywak.
- Ty zrobiłeś kolację, ja pozmywam.
- Ale…
- Żadnego ale! Daj mi się jakoś odwdzięczyć… - Miyuki spojrzała prosząco na przyjaciela. - Przynajmniej odrobinkę.
- Nie musisz mi się za nic odwdzięczać. - jego ton był spokojny, zdawał się próbować zmienić zdanie dziewczyny, jednak na próżno. - Zrobiłem to, bo… bo chciałem.
- A ja robię to, bo również chcę. - uroczy uśmiech na jej twarzy rozweselił Kakashiego jeszcze bardziej.
- Chodź, pokażę ci twój pokój. Czuj się jak u siebie.
- Przecież to twoja sypialnia… a ty?
- Spokojnie, będę spał w sypialni mojego ojca.
No tak… Kakashi nigdy nie wspominał o swoim ojcu. W sumie Miyuki nic nie wiedziała na ten temat. Wiadome było, że jest to drażliwy temat i w sumie dlatego nigdy nie pytała, ani nie myślała o tej sprawie. Sama nie wiedziała czy powinna teraz zapytać… była ciekawa przeszłości słynnego Białego Kła Konohy, jednak czuła że Kakashi może nie chcieć o tym rozmawiać.
- Jesteś tego pewny…?
Kakashi zamilkł i spojrzał smutno w stronę drzwi pokoju jego zmarłego ojca.
- Tak. Nie martw się.
Miyuki spojrzała na przyjaciela chcąc się upewnić że nie kłamie i że naprawdę nie ma z tym problemu.
- “To tylko kilka dni… Nie sprawię mu dużo kłopotu.” - pomyślała i pożegnała się z Kakashim, po czym zniknęła za drzwiami pokoju.
On poszedł jeszcze do łazienki wziąć prysznic, po czym udał się do pokoju w którym miał spać. To miejsce przywracało wspomnienia o jego ojcu… cudownym i odważnym shinobi, który odebrał sobie życie z powodu braku zrozumienia ze strony wioski. Przeszłość niestety brutalna, ale życie toczy się dalej i Kakashi starał się stłumić ból w klatce piersiowej. Położył się i spojrzał w sufit… Nawet nie wiedział kiedy przyszedł sen, jednak ta noc nie zapowiadała się dla niego kolorowo. Nocne mary znów postanowiły zakłócić jego odpoczynek…


***

- Kakashi…
Znajomy głos rozlegał się echem w całej jaskini. Chłopak rozejrzał się w panice, szukając źródła nawoływania.
- Kakashi!
- Kto mnie woła? - Hatake wytężył wzrok starając się dostrzec coś w panującym mroku, jednak na próżno. - Gdzie jesteś?
- Za tobą, Kakashi.
Chłopak odwrócił się gwałtownie, dostrzegając za sobą zakrwawionego przyjaciela.
- Obito?! Co… Jak…
- Jak mogłeś mnie nie dostrzec… Z moim Sharinnganem? - Obito wyraźnie drwił z przyjaciela.
- Ja… Auć! - nagle lewe oko Kakashiego zaczęło nieprzyjemnie piec i szczypać. - Co… Co się dzieje?
- Przyszedłem odebrać swoją własność.
- Co?!
- Odebrać to, co moje. - Obito rzucił się w stronę Kakashiego, wyciągając dłoń po lewe oko chłopaka. Hatake zrobił krok w tył, niestety stracił równowagę potykając się o kamień i upadł na twardą ziemię.
- Nie!!!
Kakashi zasłonił się rękami i zamknął oczy, oczekując na tragiczny koniec. Ku jego zdziwieniu nic takiego nie nastało, pomimo czekania nic się nie wydarzyło. Szarowłosy otworzył oczy i dostrzegł, że Obito zniknął. Tak jakby go nigdy nie było. Teraz w jaskini był sam… Dostrzegł dziwne światło, dobiegające z drugiego końca korytarza. Niewiele myśląc ruszył w tamtą stronę, a z każdym krokiem światło coraz bardziej go oślepiało. Zasłonił ręką oczy, starając się zmniejszyć dopływ rażącego światła, a drugą rękę wyciągnął przed siebie aby jakoś po omacku wydostać się z mrocznej jamy. Z każdą sekundą światło stawało się coraz jaśniejsze…
- Kakashi…
Ten głos był chłopakowi dobrze znany… nie był to już żądny zemsty Obito, a delikatna Rin…
- K...Kakashi… - z ust dziewczyny popłynęła strużka krwi.
- Rin!!! - Hatake spojrzał na dziewczyny i zorientował się, że źródłem tego oślepiającego światła jest jego Chidori. Chidori wbite w pierś przyjaciółki… - Nie, Rin! Nie!!!
- Jak mogłeś… Kakashi…
- Proszę, nie rób mi tego znowu Rin… Ja nie chciałem… - jego oczy były mokre od słonych łez, które nie mając już miejsca pod powiekami chłopaka, zaczęły obficie uciekać i spływać po policzkach.
- A jednak mnie zabiłeś! Jesteś winny!!! - teraz twarz Rin przybrała gniewną mimikę i dziewczyna wyglądała na ostro zdenerwowaną.
- Przepraszam…
- Teraz twoja kolej! - nagle dziewczyna wyciągnęła kunai i ruszyła w stronę Kakashiego z chęcią mordu.
- Rin! Nie, Rin!!!

- Kakashi! Obudź się!

***

Miyuki leżała w łóżku i wpatrywała się w sufit. Nigdy nie potrafiła zasnąć w nowych dla siebie miejscach. Tym razem nie było inaczej… leżała i wpatrywała się w biel sufitu, zastanawiając się nad błahostkami. Myślała o swojej przeszłości i o tym ile rzeczy z niej pamięta. Niestety nie było tego za wiele. Nie pamiętała swojej wioski, rodziny ani przyjaciół. Jedynie z opowieści wiedziała, że jako małe dziecko podczas ataku drzemiącego w niej demona Kitsune, zniszczyła całą swoją wioskę. A teraz? Teraz Konoha postanowiła jej pomóc. I dobrze jej szło! Kushina… niezwykle życzliwa i opiekuńcza kobieta zajęła się jej wychowaniem i treningiem. To dzięki niej moc demona została uśpiona i gdyby nie incydent z Hiwabe, teraz pewnie Miyuki uczestniczyłaby w misji. Ale z drugiej strony fakt, że teraz Kakashi zaoferował opiekę nad nią był bardzo miły.
- Kakashi… - szeptem rzuciła imię przyjaciela w powietrze.
Dziewczyna nie wiedziała jak do tego doszło, ale chłopak sprawił że nawet najgorsze wspomnienia nie były tak przerażające jak kiedyś. Zaakceptował ją i zrozumiał, pomimo tego że nie jeden raz mogła go zabić. Była mu bardzo wdzięczna… Gdy tak o nim rozmyślała, poczuła że jej policzki zaczęły ją piec. Jak to? O co chodziło? Miyuki chwyciła się za rozpalony policzek i chyba powoli zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że czuje do chłopaka coś więcej niż tylko niewinną przyjaźń.
- Nie… Proszę! - ledwo zrozumiały głos dochodził z pokoju w którym spał Kakashi.
Miyuki podniosła się do siadu i wsłuchała w panującą ciszę, aby upewnić się że słuch jej nie zawodzi.
- Przepraszam! - po chwili kolejny krzyk z sypialni w której znajdował się Kakashi nie dał spokoju Miyuki. Dziewczyna w ułamku sekundy wyskoczyła z łóżka i pobiegła do pokoju obok.
- Kakashi, co się stało? - nie czekając na pozwolenie weszła do środka pokoju i dostrzegła, że Hatake wciąż śpi. A raczej śni mu się jakiś koszmar. Podeszła do łóżka i położyła dłoń na ramieniu przyjaciela. - Kakashi… obudź się.
- Nie!!! - chłopak rzucał się na łóżku przeżywając w śnie koszmarne wydarzenia.
- Kakashi! Obudź się! - brunetka potrząsnęła Kakashiego za ramiona w celu szybkiego wybudzenia go z horroru.
Chłopak gwałtownie otworzył oczy i zdyszany spojrzał na znajomą twarz.
- Miyuki…? - był cały mokry od potu.
- Miałeś koszmar… - patrzyła na niego z zatroskaniem. - Krzyczałeś przez sen.
- Naprawdę? Przepraszam, że cię obudziłem… - Kakashi spuścił głowę mając poczucie winy za obudzenie przyjaciółki.
- Nie wygłupiaj się, martwiłam się o ciebie. Już dobrze?
- Tak, dziękuję… - chłopak wstał z łóżka. Błękitne oczy bacznie go obserwowały, co zaraz zauważył. - Teraz i tak nie zasnę... - szukała jakiejś szybkiej wymówki. - Chcesz herbaty?
- Och… skoro tak… Poproszę.
Przyjaciele wyszli z sypialni i udali się do kuchni, gdzie Kakashi przygotował delikatną białą herbatę. Podał ją siedzącej przy stoliku Miyuki i bez słowa zajął miejsce naprzeciw. Zachowywał się jak gdyby nic się nie stało oraz jak gdyby był sam w pomieszczeniu. Zupełnie nie zwracał uwagi na zatroskany wzrok dziewczyny.
- Często masz takie koszmary? - Miyuki w końcu nie wytrzymała i przerwała tą podłą ciszę.
- To nic.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
- A jakie to ma znaczenie?
- Duże.
- Żadne! - Kakashi czuł złość i irytację. Przeszłość i wspomnienia były dla niego bolesne i nic nie mógł poradzić ani na to, ani na nawiedzające go koszmary. - Rin i Obito nie żyją przeze mnie! Będę za to płacić do końca życia i nic ani nikt tego nie zmieni!
- Przestań się…
- Co?! Obwiniać?! - Kakashi przerwał dziewczynie krzykiem. - Nienawidzę siebie za to co zrobiłem! Oni mnie nienawidzą! Ona mnie nienawidzi… - czuł że do oczu napływają mu łzy, dlatego gwałtownie wstał, chwycił kubek z herbatą i wyszedł z kuchni, rzucając tylko krótkie i oschłe “Dobranoc”.
Miyuki patrzyła w przestrzeń przed sobą, gdzie jeszcze niedawno siedział jej przyjaciel. Czuła że go zdenerwowała i czuła się z tym źle. Chciała tylko pomóc, porozmawiać, a wyszło jak zwykle. Do bani.

***

***

Wiem, że ostatnio jest troszkę nudno, ale spokojnie!
Z każdym rozdziałem akcja będzie się rozwijać.
Oj nie wiecie co ja dla Was szykuję...
Ach! I ogólnie jako już oficjalnie studentka II roku
chciałam ogłosić iż od tego roku uczę się SYSTEMATYCZNIE.
Walę wszystkie poprawki… za dużo stresu, nerwów, potu,
krwi i łez… Stanowczo nie polecam -,-

Bitwa o zlewozmywak... XD ja nigdy o niego
nie walczę, oddaję bez walki ★
Wpadłam na to, że mamy już Rozdział 13, a Wy
wciąż nie wiecie jak ja widzę naszą Miyuki.
Dlatego już naprawiam swój błąd i wrzucam
jej profilowe! Uzumaki Miyuki we własnej postaci!

PS. Dawno mi coś tak nie wyszło jak ona...

Frelka

4 komentarze:

  1. Przybyłam! Rozpieszczasz mnie Kochana. Kolejny rozdział i ten art. Ja się rozpłynę ze szczęścia niedługo.
    I te MinaKushi na początku. Nigdy nic z nimi nie czytałam, chyba. Ale przedstawiasz ich w tak kochany sposób, że uczucia i zachwyt aż się ze mnie wylewają <3

    A Hiwabe jak mnie zdenerwował. Co za chamidło z niego. I tak mi serce podskoczyło, jak on ją do tego łóżka przygniótł. Miałam takie o boże on jej coś zrobi! I myślałam, że Kakshi wpadnie, z takim łupnięciem! Ale może dobrze, że się tak nie stało. Ten drań jest niepokojący. Kakashi broń Miyuki, broń ją! I tak już się nią opiekuje ♥
    Po rozmowie Kakasza z Minato mam dziwne przeczucie, że Kakashi i tak coś wykombinuje. Dodatkowo ta sytuacja w szpitalu pokazała mu, że coś jest nie halo. Niech uważa!

    Buziaki :*
    I dziękuję ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę zerknąć na rozdzialik następny bo nie pamiętam co tam napisałam XD ale póki co wróciłam z lasu pogryziona przez osy... w 6 miejscach :\ Jak mnie karetka nie zabierze, to wyrobię się z następnym rysunkiem może ;)

      Usuń
    2. W 6 miejscach!? Jak!? Współczuje :(

      Usuń
    3. A wlazłam se w gniazdo, jak na grzybkach byłam XD Nie polecam.

      Usuń

Autorce będzie bardzo miło, jeśli skomentujesz :)

© grabarz from WS | XX.