Rozdział 20. "Smak jej ust."



Oboje byli wyczerpani. Marzyli tylko o dwóch rzeczach - orzeźwiającym prysznicu i czymś do przekąszenia. Jednak wyczerpanie misją, a później treningiem nie wpłynęło negatywnie na ich samopoczucie, wręcz przeciwnie. Od ścian budynków odbijały się echem ich śmiechy. Kakashi co chwilę ukradkiem spoglądał na towarzyszącą mu dziewczynę. Już nie potrafił walczyć z chęcią podziwiania jej urody. Była dla niego idealna. Jej delikatny podbródek, pełne usta, kształtny i lekko zadarty nosek, a do tego kosmyki jej włosów, które swawolnie opadały na policzki dziewczyny. Mieli już po 20 lat, to normalne że coraz bardziej czuli do siebie pociąg… jego zazdrość o Itachiego została wyciszona, przynajmniej częściowo, a ich wczorajszy pocałunek wciąż wracał jak bumerang.

- Coś nie tak? - aksamitny głos wytrącił Hatake z krainy marzeń. - Przyglądasz mi się od dłuższego czasu.
- To nic, myślałem o czymś. - odwrócił głowę na zawołanie i zaczął myśleć, jak wykręcić się z tej niezręcznej sytuacji.
- A o czym? - Miyuki przeciągnęła ostatnie słowo zadziornie, a jej błękitne oczy przyglądały się Kakashiemu.
- O… o niczym takim, głupoty! - Kakashi spojrzał w przeciwną stronę, aby ukryć swoją czerwoną twarz.
Dziewczyna tylko zaśmiała się i już nie drążyła tematu. Zauważyła zawstydzenie przyjaciela, co tylko jej zdaniem dodawało mu uroku. Tylko w marzeniach mogła tworzyć sobie scenariusz ich razem, połączonych w namiętnym pocałunku i czułym uścisku. Zakończenie ich poprzedniej misji było czymś zaskakującym, ale bardzo przyjemnym. Na samo wspomnienie tamtej chwili, serce przyspieszało a oddech stawał się płytszy.
- Dobrze, ja zmykam do siebie. Do jutra!
- Zaczekaj! - Kakashi złapał dziewczynę za rękę, nie chciał się z nią rozstawać. - Może wpadniesz do mnie i wspólnie zrobimy coś do jedzenia. - zaskoczone spojrzenie Miyuki wprawiło go w jeszcze większe zakłopotanie. - Nie wiem… nie chcę być dzisiaj sam…
Widząc ten wyraz twarzy chłopaka, smutek pomieszany z zawstydzeniem… uśmiechnęła się ciepło i kiwnęła twierdząco głową.
Po około 10 minutach spokojnego spaceru byli na miejscu. Posiadłość Hatake jak zwykle budziła podziw. Kakashi przekręcił kluczyk w drzwiach, po czym wpuścił przyjaciółkę przodem.
- Nie muszę chyba mówić żebyś czuła się jak u siebie w domu? - spojrzał przelotnie na dziewczynę, gdy znikał za drzwiami swojego pokoju.
W odpowiedzi dostał jedynie jej szeroki uśmiech. Po chwili wrócił do niej z czystym ręcznikiem.
- Proszę.
- Dziękuję panu. Zaraz wracam. Prosze nie zaczynać gotowania beze mnie! - śpiewnym tonem krzyknęła, znikając za drzwiami łazienki.
- Nie śmiałbym. - chłopak starał się nie roześmiać. - Ach! Na półce jest moja koszulka i spodenki, możesz się przebrać! - nie miał pewności czy go usłyszała.
Już od jakiegoś czasu spędzali dnie raz u niej, raz u niego. To była już ich rutyna.
Poszedł do kuchni i zabrał się za wyciąganie potrzebnych składników. Papryka, pomidory, kukurydza… dokładnie umył każde warzywo, po czym odłożył na papierowy ręcznik do wyschnięcia. Przygotował wszystko co mogło się przydać, zaczynając od przypraw a na garnkach i patelniach kończąc. Oparł dłonie na biodrach i z aprobatą spojrzał na kuchenny blat. Wszystko.
- Planujesz wieczerzę dla całej wioski?
Na dźwięk jej głosu aż podskoczył.
- Ach… to ty. - priorytetem dla Kakashiego było teraz ukrycie swojego zawstydzenia. Zawsze podniecał go widok Miyuki z mokrymi włosami i do tego w jego za dużej koszulce.
- A spodziewasz się kogoś innego? - zbliżyła się powoli na niebezpiecznie bliską odległość. Uwielbiała się z nim droczyć, uwielbiała go zawstydzać.
- N-Nie… ja po prostu… pójdę pod prysznic!
I zniknął za futryną drzwi, a brunetka patrzyła za nim zszokowana. Roześmiała się cicho, po czym zdecydowała że zrobi im obojgu herbaty.
Kakashi gdy tylko zamknął za sobą drzwi łazienki, zrzucił z siebie ciuchy i wskoczył do kabiny prysznicowej. Zimna woda. Teraz jej potrzebował.
- Kurrrr… - syknął i odskoczył od strumienia zimnej wody, stanowczo ZA zimnej. - Dobra Kakashi, uspokój się. - powiedział do siebie najcichszym szeptem na jaki było go stać.
Musiał się opanować… spokojniej już odkręcił kurek z ciepłą wodą i dopiero gdy wyczuł dłonią że jest dla niego odpowiednia, wszedł pod przyjemny strumień. Jego serce waliło jak szalone. Odkąd zdał sobie sprawę ze swoich uczuć do Miyuki, nie potrafił opanować się w jej towarzystwie. Woda spływała po jego ciele zabierając napięcie mięśni, a także kurz i pot z dzisiejszego treningu. Oparł czoło o zimne kafelki i zamknął oczy. Ile by dał, żeby znajdować się teraz w tej kabinie z nią. Wyobrażał sobie że może dotknąć jej delikatnej skóry, skosztować malinowych ust, sprawić jej przyjemność…  Wziął głęboki wdech by zatrzymać powietrze w płucach, aż w końcu wypuścił je ze świstem.
Nie mógł siedzieć tu całą noc. Ona była tam, w jego kuchni, czekała na niego.
Zakręcił wodę.
Szybko chwycił w dłoń ręcznik aby zetrzeć z ciała ślady jego rozmyśleń. Następnie ręka powędrowała w stronę ubrań…
- Bez jaj… - z przerażeniem w oczach dostrzegł, że nie zabrał z pokoju ciuchów na przebranie. W panice zaczął rozglądać się za czymś do ubrania, niestety na próżno. - Dobra! Jestem facetem, to ja mam pokazać jaja i jej zaimponować. Tak jak bez przerwy powtarzał mi Gai.
Zawiązał ręcznik w pasie i pewnym krokiem wyszedł z łazienki, w celu jak najszybszego dojścia do swojej sypialni i odziania się w coś… pełniejszego.
- Dobrze, że już wyszedłeś bo szukałam curry i nie wiem… - w tym momencie oczy Miyuki spoczęły na torsie Kakashiego. Jak na swój młody wiek, chłopak był dobrze zbudowany.
Zauważył zarumienione policzki dziewczyny, a tym bardziej ten pożerający wzrok na swoim ciele i postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
- Curry? - ruszył pewnym, ale wolnym krokiem w stronę zawstydzonej i dalej w szoku dziewczyny. - Powinna być w szafce.
Miyuki na pięcie odwróciła i wskoczyła do kuchni. Policzki piekły ją niemiłosiernie.
- Weź się w garść, weź się w garść. - tylko te słowa odbijały się w jej głowie, dziewczyna oparła się o blat i spojrzała na szarowłosego, który akurat wszedł za nią.
- Weź się w garść, weź się w garść. - jak na ironię Kakashi miał w głowie to samo zdanie.
Spokojnie sięgnął do wiszącej półki, przez co musiał się nieco naprężyć. Na ten widok brunetka przełknęła ciężko ślinę. Nie uszło to jego uwadze. Już miał pewność, wiedział co zrobi, jakie kroki dzisiaj postawi.
Wyciągnął pojemniczek z żółtym proszkiem, po czym podszedł do wpatrzonej w niego dziewczyny.
- Proszę. - przez granatowy materiał na jego twarzy ledwo można było dostrzec lekko podniesione kąciki ust. Podał Miyuki przyprawę, a gdy ta wyciągnęła dłoń aby ją odebrać, niby przypadkiem ich dłonie spotkały się.
Po tym Kakashi jak gdyby nigdy nic wyszedł z kuchni i pomaszerował do pokoju. Zamknął cicho drzwi i padł na łóżko. Był z siebie dumny. Widział jak na niego reagowała, widział w jej oczach pożądanie. Musiał spróbować! Następnej szansy może nie być.
Szybko zrzucił z siebie ręcznik i ubrał nieco bardziej zakrywające go rzeczy.

Miyuki stała w kuchni wciąż oparta o blat, z pojemnikiem curry w ręce. Nie wiedziała co się stało, jak to możliwe że w jednej krótkiej chwili jej ciało zupełnie wrosło w ziemię. Czuła ogromne ciepło na policzkach i słyszała przyspieszone bicie serca. Wręcz rozrywało jej klatkę piersiową. Był tak blisko… widziała jego cudowne ciało, którego od tak dawna pragnęła. Po co to wszystko? Po co to zrobił?
Potrząsnęła głową i w tej samej chwili znów się pojawił, tym razem ubrany.
- Cholera… - szybka myśl w jej głowie i wystraszone oczy odwróciły się w drugą stronę, a za nimi całe jej ciało.
Taka reakcja go ucieszyła, Miyuki była zawstydzona. W powietrzu dało się wyczuć pożądanie.
- To co, bierzemy się do pracy? - jego głos był jakby inny, cieplejszy, głębszy.
- Mhm. - z całych sił udając rozluźnioną, zabrała się za krojenie warzyw.
- Wszystko w porządku? - nagle podszedł do niej, niebezpiecznie blisko.
Odwróciła się gwałtownie gdy tylko poczuła, że Kakashi znajduje się za nią. Dziękowała w duchu, że nie odrąbała sobie palca krojąc tę przeklętą paprykę. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na chłopaka, czując że za chwilę jej ciało eksploduje. Albo z powodu ciepła, albo z pożądania.
- Wszystko w porządku? - pytanie padło ponownie, tym razem nieco subtelniejszym tonem. Kakashi był stanowczo za blisko.
- Tak. - chciała by jej głos był opanowany i spokojny, niestety nie wyszło. Drżała cała ona, drżał jej głos.
- Wydajesz się być spięta. - delikatne i chłodne palce Hatake zaczesały kosmyk brązowych włosów za ucho.
Miyuki tak bardzo napierała na blat kuchenny, że ten boleśnie wbijał się w jej ciało. Ledwo powstrzymywała się przed rzuceniem na tego cudownego chłopaka.
- Hmm? - ręka Kakashiego sięgnęła za ciało dziewczyny, ujęła ukrojony kawałek czerwonej papryki i powędrowała w kierunku jego twarzy. Nagle chłopak chwycił materiał i powoli zaczął go zdejmować.
Widząc ten proces szybko odwróciła głowę w bok. Nigdy nie widziała jego twarzy. Nigdy też o to nie pytała. A teraz on chciał przed nią tak po prostu odsłonić maskę? Tak po prostu? Nie była pewna czy jest na to gotowa.
- Co się stało?
- Idiota!!! - pomyślała. - Żartujesz sobie…? - to już powiedziała. Myślała, że zaraz zemdleje.
- Nie rozumiem o co ci chodzi. - Kakashi widząc speszoną dziewczynę z całych sił starał się nie wybuchnąć śmiechem.
Miyuki usłyszała trzask rozgryzanego warzywa, nie wiedziała czy może już spojrzeć czy może lepiej nie.
- Boisz się na mnie spojrzeć?
- Nie! To znaczy… - brunetka wciąż nie odwróciła głowy. - Po prostu nigdy nikomu jej nie pokazałeś, nie wiem czy jesteś pewny…
Nagle poczuła, że palce chłopaka delikatnie uchwyciły jej podbródek i odwracają jej głowę. Nie stawiała oporu. Patrzyła w dół… dopiero gdy wzięła dwa głębokie wdechy i poczuła, że jest gotowa, uniosła wzrok.
Mogłaby przysiąc, że jej serce stanęło, a czas się zatrzymał. Widziała jego twarz po raz pierwszy. Wiele razy wyobrażała sobie jak może wyglądać, ale to… nigdy nie pomyślałaby, że jest tak przystojny.
Bezwiednie podniosła dłoń i przejechała opuszkami palców po jego policzku.  Jak w transie, z zachwytem chłonęła każdą sekundę, każdy obraz. Poczuła, że delikatnie dotknął jej ręki i złożył pocałunek po wewnętrznej stronie.
Zbliżył się do niej.
Czuła ciepło jego ciała tuż przy sobie i modliła się w myślach, aby nikt nie przerywał tej chwili.
Spojrzał głęboko w jej oczy, składając kolejne pocałunki na jej drżącej dłoni.
Nie wytrzymała.
Chwyciła go za koszulę i przyciągnęła do siebie. Nagle, gwałtowanie.

Kakashi tylko na to czekał. Chwycił ją za biodra i przylgnął do niej jeszcze mocniej, gdy zarzuciła mu ręce na szyję. Ich usta w końcu złączyły się w tej namiętnej chwili. Pocałunek był mocny, namiętny, jak gdyby dwóch kochanków trzymanych osobno przez bardzo długi czas.
Chłodne dłonie chłopaka dotarły pod jej koszulkę, co wywołało u niej ciche westchnienie.
Błądziły po jej ciele, doprowadzając do skraju szaleństwa.

Nie było już odwrotu.

Zdjęła jego górną część garderoby, odsłaniając umięśnioną klatkę piersiową i brzuch. Pomieszczenie wypełniły ich przyspieszone oddechy i westchnienia. Oboje byli na skraju wytrzymania, podnieceni,  spragnieni siebie nawzajem. Zaczął ją delikatnie prowadzić w stronę sypialni, nie odrywając się od jej ust ani na sekundę. Nie opierała się.
Oderwała się od niego na chwilę i pchnęła go delikatnie na łóżko, powodując jego jęk niezadowolenia. Pragnął jej ust, jęków, ciała. Tu i teraz. Usiadła na nim i na powrót wbiła się w jego usta. Pocałunek był namiętny, jakby sam mówił “Chcę więcej, daj mi więcej...”.
Zdjął jej bluzkę pochłaniając wszystkimi zmysłami jej idealną figurę. Jędrny biust, zarysowane wcięcie w talii… Zatopił usta w jej szyi, robiąc wyraźny czerwony ślad. Przekręcił się i teraz to on był nad nią, obdarowując jej szyję pocałunkami. Unieruchomił dłonie Miyuki nad jej głową, pokazując że w tej sytuacji on będzie dominował. Spojrzał w jej oczy jakby pytając, czy jest tego pewna, czy nie chce się zatrzymać.
Zrozumiała go bez słów.
Jej odpowiedzią był pocałunek, długi i czuły. Poczuła że jego ciepło znika, zdejmując z siebie ostatnią część ubrania. Z nią zrobił to samo… delikatnie, delektując się dotykiem każdego skrawka jej ciała.
Był delikatny, ale stanowczy. Każdy jego ruch wywoływał ogromną falę przyjemności im obojgu. Jęki roznosiły się echem po pustych pokojach rezydencji Hatake, wywołując jeszcze większe podniecenie w kochankach.

***

Otworzyła ciężkie powieki, automatycznie zasłaniając dłonią oczy przed promykiem słońca, który w jakiś cudowny sposób przedarł się przez zasłonięte zasłony w oknie. Odwróciła się na plecy unikając natarczywego słońca i spojrzała w sufit. To nie był sen. Wczorajszy wieczór nie był wytworem jej wyobraźni. Spojrzała w bok.
Jego spokojna twarz wywołała ciepły uśmiech na twarzy Miyuki. Jego klatka piersiowa unosiła się miarowo, co oznaczało że wciąż śpi. Pościel zasłaniała go tylko w połowie, dzięki czemu brunetka mogła podziwiać umięśnione ciało. Ostrożnie przysunęła się bliżej Kakashiego i opuszkami palców zarysowała linię wzdłuż jego szczęki.
- Jesteś taki przystojny… - szepnęła.
Ciche chrapnięcie dobiegło jej uszu i chłopak zmienił pozycje, teraz leżąc na boku ze zwróconą w jej stronę twarzą. Miyuki zastygła na chwilę w obawie, że się obudził… jednak nic takiego nie miało miejsca. Dotknęła jego ust przypominając sobie, gdzie ją wczoraj całowały. Na myśl o tym przeniosła rękę na swój kark, gdzie widniała soczysta malinka, która pod wpływem dotyku delikatnie zapiekła.
- No pięknie… - mruknęła do siebie i ostrożnie wstała z łóżka, dając szarowłosemu jeszcze trochę czasu na sen.
Złapała koszulę chłopaka i szybko ją na siebie założyła, po drodze wciągając jeszcze majtki. Poczłapała do łazienki i spojrzała w swoje odbicie w lustrze. Jej uwagę zwrócił czerwony punkt na szyi. Westchnęła cicho i odkręciła zimną wodę, aby przemyć twarz i całkowicie się obudzić.
W pewnym momencie poczuła czyjeś chłodne dłonie na swoim brzuchu. Podniosła głowę i w lustrze dostrzegła szarą czuprynę.
- Nieładnie tak wymykać się z łóżka… - w jego głosie było słychać nutkę niezadowolenia.
- Myślałam, że śpisz. - brunetka wytarła twarz ręcznikiem i odwróciła się do Kakashiego. - Poza tym wyglądałeś tak uroczo…
- Uroczo? - chłopak mruknął chowając twarz w zagłębieniu jej barku, a dłońmi delikatnie ucisnął jej biodra.. - Wczoraj też byłem uroczy?
- Nie nazwałabym tego uroczym, ale byłeś… - dziewczyna zastanowiła się chwilę, oddając się pieszczotą jego ust. - … było bardzo przyjemnie.
- Przyjemnie? - przeniósł pocałunki na jej usta.
Dziewczyna nie potrafiła się mu oprzeć. Zakochała się w nim, w sposobie w jaki ją dotykał, całował, jak do niej szeptał. Wystarczyła jedna upojna noc, a straciła dla niego głowę.
- Już dosyć, trzeba coś zjeść. - niechętnie odsunęła się od szarowłosego, na co ten mruknął z niezadowoleniem.
- Właśnie się zabierałem za posiłek… - zmierzył ją wzrokiem pełnym pożądania.
- Zboczuch! - w zabawnym geście skrzyżowała ręce na piersi.
- To tylko i wyłącznie twoja wina.
- Moja? Bardzo pana przepraszam, ale to pan to wszystko wczoraj zaczął.
Kakashi udał że zastanawia się nad wydarzeniami ostatniej nocy.
- Bo to pani ubrała moje ciuchy i musiałem półnagi wyjść spod prysznica. - spojrzał na dziewczynę zadziornym wzrokiem.
- Ale… to… hmpf! - Miyuki nadęła zabawnie policzki z powodu braku argumentów, co rozśmieszyło Kakashiego.
- Hahah! Chodź tu do mnie. - objął ją czule, na co tylko wtuliła się mocniej w jego tors.
Trwali w swoich objęciach przez dłuższą chwilę, po czym cmoknął ją w czoło.
- Kocham cię… - szepnął tak cichutko, że ledwo go usłyszała.
Nie podniosła na niego wzroku. Dalej wtulała się w jego ciało i chłonęła przyjemne ciepło. Jej oczy były szeroko otwarte, a na ustach pojawił się uśmiech pełen radości. Te dwa ledwo słyszalne słowa przyspieszyły rytm jej serca. Schowała twarz w jego koszuli starając się ukryć łzy szczęścia.
Czuł, że Miyuki delikatnie drży w jego ramionach. Nie musiała odpowiadać, wiedział że darzyła go takim samym uczuciem. Widział to i czuł. Odsunął ją odrobinę od siebie, po czym przejechał dłonią po policzku, zatrzymując się na jej malinowych ustach. Patrzyła mu prosto w oczy, głęboko i szczerze.
- Ten błękit mógłby mnie zabić…
- Głupek. - zawstydzona spojrzała w stronę lustra, aby móc podglądać cicho jego twarz.
- Nie dość, że zboczuch to jeszcze głupek? - Hatake parsknął ze śmiechu. - Jak ty to wytrzymasz?
- No właśnie się zastanawiam.
Brunetka odlepiła się od ukochanego i w podskokach zniknęła za drzwiami pomieszczenia. Patrzył za nią jeszcze chwilę, po czym stwierdził że weźmie ją na poczekanie. Przymknął drzwi łazienki i odkręcił wodę w kabinie prysznicowej, po czym wskoczył pod letni strumień.
Miyuki słysząc ten dźwięk wyjrzała zza rogu i spostrzegła, że nie zamknął drzwi.
- No mówiłam że zboczuch… - bąknęła do siebie i z rumieńcami na twarzy zniknęła za ścianą.
Zdążyła ubrać się w ciuchy pozostawione dla niej i zaparzyć świeżą kawę. Kakashi słyszał jej słowa i modlił się, aby wytrzymać i nie wybuchnąć śmiechem. Od wczorajszej nocy czuł jeszcze większe pożądanie i nie zamierzał zrezygnować na jednej nocy. Spokojnie dokończył prysznic, po czym  w samym ręczniku, spokojnym jak na spacerze krokiem wparował do kuchni. Niebieskie oczy spojrzały na niego i biedna Miyuki o mało nie utopiła się w kubku świeżo zaparzonej kawy. Spokojnie odłożyła kubek i ze skrzyżowanymi ramionami spojrzała na Kakashiego.
- Zamierzasz cały dzień paradować w ten sposób?
- A przeszkadza ci to? - oparł się o framugę drzwi i spojrzał na nią zalotnie.
- No nie wytrzymam… - brunetka podparła czoło i pokręciłą głową z rezygnacją.
- Na to liczę.
- Kakashi! - na jej twarzy pojawił się soczysty rumieniec. - Nie o to mi chodziło…
Odbił się od ściany i spokojnym krokiem zaczął się do niej zbliżać, krok po kroku. Gdy był już zbyt blisko, Uzumaki wyciągnęła dłonie przed siebie w celu zatrzymania go.
- STOP! - patrzyła takim wzrokiem, jakby za chwilę naprawdę miała się rzucić i go zgwałcić. - Stój… Muszę wyjść i spotkać się z Itachim. Jeśli się teraz na ciebie rzucę, to nici z mojego treningu.
Na twarzy chłopaka pojawił się grymas niezadowolenia. Teraz to on stał ze skrzyżowanymi ramionami.
- Więc wolisz trening z nim od zabawy ze mną. Rozumiem.
- Oj głupku… - podeszła i zarzuciła mu ręce na szyję. - Wolę zostać tu z tobą, ale dzisiaj Itachi ma czas, więc zrozum że muszę tam iść.
- Ponoć to ty miałaś szkolić jego, a jest odwrotnie. - tak naprawdę się nie gniewał, ale chciał poudawać przed nią zazdrosnego. Ponoć kiebiety to lubią…
- Wiesz jakie są jego zdolności wzrokowe. Jestem pierwszą osobą na którą nie działają. Pozwól mi to potrenować i dowiedzieć się czegoś więcej. - musnęła jego policzek ustami. - A dla ciebie zrobiłam pyszną kawę, tam na blaciku stoi.
- Moje zdolności łóżkowe też są niczego sobie… - uśmiechnął się półgębkiem.
Ten żart jednak był o krok za daleko. Miyuki w geście kapitulacji podniosła ręce do góry i pokręciła głową. Kakashi wiedział, że ona zareaguje w ten sposób, co tylko spotęgowało jego rozbawienie.
- Dam znać jak już dojdę do tego czy jesteś większym zboczuchem, czy głupkiem. - cmoknęła go w usta i doskoczyła do drzwi wyjściowych.
Przebywanie z tym mężczyzną w jednym pomieszczeniu w tej chwili było dla niej czymś niemożliwym, bez rzucenia się na niego.
- Przyjdź dziś wieczorem, to pomogę ci z tym dochodzeniem. - bardzo zaakcentował ostatnie słowo.
- GŁUPEK! - głos Miyuki dało się słyszeć jeszcze z podwórka.
Kakashi pokręcił zadowolony głową i poszedł się ubrać. Miał dzisiaj dzień wolny i nie za bardzo wiedział jak go spożytkować. Gdyby była z nim Miyuki, oczywiste by było co robić, a tak musiał sam się sobą zająć. Wrócił do kuchni i chwycił kubek z czarnym płynem. Dmuchnął dwa razy aby ostudzić trochę zawartość kubka, po czym upił kilka łyków. To był ten brakujący pierwiastek, który sprawiał że dzień jest piękniejszy.

***

Zanim pobiegła na spotkanie z Itachim, wstąpiła jeszcze do siebie. Przecież nie mogła wystąpić w ciuchach Hatake. Wzięła szybki prysznic i ubrała się w swoje rzeczy. Pędem zamknęła drzwi mieszkania i niczym huragan wpadła na pole treningowe, na którym czekał już młody Uchiha.
- Spokojnie, dopiero dwie po.
- Jasne… - Miyuki oparła dłonie o kolana ciężko dysząc. - Nie lubię się spóźniać.
- No tak, ANBU.
- Daj mi chwilkę i możemy zaczynać.
- Nie ma problemu. Myślałem nad twoimi umiejętnościami i tak sobie myślę… - błękitne oczy spojrzały na niego z zaciekawieniem. - Mogę użyć na tobie mojego Mangekyō Sharingana. Jednak jego użycie wiąże się z bolesnymi konsekwencjami.
- Mangekyō Sharingan? Spróbujmy.
- Pozwól, że wyjaśnię ci na czym to polega. - brunetka usiadła naprzeciw Itachiego i z uwagą wschłuchała się w jego słowa.
Z wielką dokładnością wyjaśnił jej działanie tych oczu i siłę ich genjutsu.
- Czyli jeśli nie jestem odporna na te oczy, to najbliższe dni spędzę cierpiąc w szpitalu, tak?
- Można tak to ująć… Zanim podejmiesz decyzję, porozmawiaj z Kakashim.
Na dźwięk tego imienia momentalnie jej twarz przybrała purpurowego koloru. Dlaczego chciał aby spytała Hatake o zdanie? Czy on coś wiedział?
- A-Ale czemu? - wydukała głupio.
- Przecież jest kapitanem drużyny… powinien wiedzieć, że możesz być niedysponowana jakiś czas. - Itachi nie krył zdziwienia dziwnym zachowaniem koleżanki. - Coś nie tak?
- Niee nie! Wszystko w najlepszym porządku. - uśmiechnęła się nerwowo.
Zmierzył ją wzrokiem, przekręcił głowę na bok i nie spuszczając z niej wzroku wydedukował prostą rzecz, którą zaraz jej oznajmił.
- Chodzicie ze sobą.
Brunetka westchnęła, gdyż jeszcze nie dotarły do niej jego słowa. Jednak gdy otrzeźwiała i zdała sobie sprawę, że ON wie, na powrót zrobiła się czerwona jak burak.
- Nie… znaczy… niee.
- Wiesz, że takim powtarzaniem się tylko potwierdzasz moją teorię?
- Serio... ? - dziewczyna spojrzała na niego zażenowana z lekką ironią w głosie.
- To dobrze.
- Dobrze?
- Mhm. - Itachi z uśmiechem pokiwał głową. - Bałem się, że z mojego powodu będziecie się dalej kłócić, ale widzę że rozwiązaliście problem pokojowo.
- Taak… pokojowo… - na myśl o poprzednim wieczorze twarz brunetki wręcz płonęła.
Uchiha nie wiedział o co chodzi, mógł się jedynie domyślać. Jednak nie chciał drążyć tematu. Jednak Miyuki nie była pewna czy ze sobą chodzą. Niby Kakashi wyznał jej miłość, kochali się, ale czy to był związek czy tylko przelotny seks…
- Wypróbujmy to co mówiłeś.
- Jesteś pewna?
- Tak! - to był dla niej jedyny sposób aby sprawdzić swoje, wciąż mało znane umiejętności, a dodatkowo była szansa, że przestanie się zadręczać kwestią związku z Kakashim.

***

Po kawie przygotowanej przez Miyuki, młody shinobi opuścił swoje domostwo w celu spaceru ulicami Konohy. Przy okazji chciał odwiedzić grób Rin oraz szpital, w którym leżał syn Czwartego i Kushiny. Od ich śmierci Hatake czasami chadzał do szpitala, aby zobaczyć jak dziecko się rozwija. Bardzo przypominał mu mistrza…
Gdy już załatwił to co miał do załatwienia udał się na plac treningowy. Im bliżej się znajdował, tym mocniej czuł czyjąś chakrę. Potrafił ją wyczuć, jednak nie w takim stopniu i zakresie jak Miyuki.
Jego oczom ukazał się dziwny obrazek, gdzie zarówno Itachi jak i Miyuki stali nieruchomo naprzeciw siebie.
- Więc ćwiczą genjutsu. - mruknął do siebie i podszedł bliżej. - Co do…
Dopiero wtedy spostrzegł, że oczy Itachiego wyglądają inaczej niż zwyczajny Sharingan. Domyślał się co to za oczy i aż krew się w nim zagotowała. Itachi właśnie torturował JEGO Miyuki w świecie genjutsu!
Szarpnął Itachim z całej siły przerywając tym samym jego technikę. Następnie wymierzył cios w jego twarz pięścią.
- Ty gnoju! - warknął wściekle i wziął mocny zamach.


***



JEDNA scena z seksem w tle zajęła mi
więcej stron, niż poprzednie rozdziały… przemilczmy.
Ale chyba dostaliście to, na co większość czekała.
Zboczuszki Wy małe ♥
Nasyciłam umęczone dusze?
Całuję Was mocno!  A teraz idę “studiować”, a
Wy czekajcie na kolejny rozdział z tym jasnowłosym
przystojniakiem!
♥♥♥

Frelka



Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział

Rozdział 19. "Miłość każdego może odmienić."


- Uważajcie na siebie nawzajem!
Po tych słowach Kakashi otworzył oczy i dostrzegł, że na powrót znajduje się w małym salonie w mieszkaniu Miyuki. Wciąż trzymał ją za ręce. Spojrzał na jej spokojną twarz i z przerażeniem dostrzegł, że z jej ust cieknie strużka krwi.
- Miyuki!!! - szybko doskoczył do niej i złapał ją w ramiona. - Błagam, obudź się!
Dziewczyna była nieprzytomna. Hatake poczuł ogromny strach o jej życie, sprawdził puls na jej ręce.
- Żyje… - westchnął cicho.
- Zdrzemnąć się nie dasz. - szepnęła słabo.
- Miyuki… - przytulił ją mocno. - Bałem się że…
- Nic mi nie jest. - brunetka podniosła się do pozycji siedzącej i starła czerwoną substancję.
Spojrzała na swoją dłoń beznamiętnie, jednak wyczuła świdrujące spojrzenie przyjaciela co zmusiło ją do odwzajemnienia wzroku.
- Masz mi coś do powiedzenia?
- Przepraszam… - spojrzała w podłogę skarcona.
- Mogło ci się coś stać, mogłaś… - tutaj uciął, jakby słowo “umrzeć” nie potrafiło mu przejść przez gardło. - To było skrajnie niebezpieczne.
- Oj przestań już Kakashi. - przerwała mu ostro.  - Mam dosyć patrzenia jak bez przerwy się obwiniasz o śmierć Rin i Obito. Nie mam już siły aby bez przerwy powtarzać ci, że to nie była twoja wina. Tak, mogłam umrzeć, ale jeżeli to sprawiłoby że twoje wyrzuty sumienia znikną, to umarłabym nawet i sto razy.
- Miyuki… - był w totalnym szoku.
- Nigdy więcej nie chcę usłyszeć, że nazywają cię Zimnokrwistym Kakashim. To nie ty. Ty nie zabijasz innych shinobi bez powodu, w furii.
- Przepraszam. - teraz to on czuł się skarcony.
Słowa dziewczyny trafiły dokładnie w sedno problemu. Kakashi nie potrafił sobie poradzić ze śmiercią najbliższych przyjaciół i przez to zatracał się w mroku.  A ona? Ona była gotowa poświęcić swoje życie, aby mu pomóc.
- Chodź tu ty mój gamoniu. - nie czekając ani chwili przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła.
Tego potrzebowali. Zarówno ona jak i on.

***

Posada Hokage to nie tylko tytuł budzący podziw, ale również ciężkie decyzje i jeszcze trudniejsze wiadomości do przekazania. Dzisiejszy wieczór przyniósł właśnie taką wiadomość. Klan Kurama został zmieciony z powierzchni ziemi i to przez swojego własnego członka. Nie ocalał nikt prócz Yakumo, sprawczyni tej całej tragedii. Historia lubi się powtarzać… już raz członek tego klanu zniszczył cały swój dom, a nawet całą wioskę. Teraz Trzeci Hokage musiał powiadomić Miyuki o zaistniałej sytuacji. Jakby nie było, ofiarami byli członkowie jej rodziny.
Mężczyzna nakazał jednemu ze Skrytobójców, aby przyprowadził młodą Uzumaki do siebie. Nie było sensu w odwlekaniu przekazania tej informacji. Lepiej aby dziewczyna dowiedziała się teraz od niego, niż na ulicy z plotek mieszkańców.
Nagle klamka szczęknęła, a drzwi zaskrzypiały przeciągle i do pomieszczenia pewnym krokiem wparował starszy mężczyzna ubrany w kimono.
- Danzo. - Trzeci wypuścił z płuc kłębek dymu. - Widzę, że wciąż nie nauczyłeś się pukać.
- Co teraz zamierzasz, Hiruzen? - Shimura syknął wrogo. - Konoha właśnie straciła jeden z najsilniejszych klanów, ich umiejętności genjutsu były bardzo przydatne.
- Nie straciliśmy klanu. Wciąż jest szansa na jego odbudowanie.
- Nie pozwolę na to, aby narażać wioskę na gniew tego potwora. Zniszczyła już swój dom, zabiła całą rodzinę. Chcesz czekać aż zniszczy całą wioskę?!
- Nie zapominaj się Danzo, jesteś w gabinecie Hokage. Nie unoś się.
Trzeci spojrzał na swego dawnego przyjaciela ostro i dał mu chwilę na ostudzenie emocji. Gdy dostrzegł, że te już trochę opadły, kontynuował.
- Zdaję sobie sprawę z tej ogromnej dla nas straty. To byli dobrzy ludzie, nikomu nie wadzili, nie sprawiali kłopotów, zawsze mogłem liczyć na Murakumo i jego żonę. To bardzo przykra sytuacja. Ale nie możemy tracić wiary w Yakumo. Ona może odbudować swój klan. - Hiruzen westchnął i uciął.
Nie chciał ujawniać wszystkich szczegółów na temat potomków tego klanu. Nie chciał aby Danzo dowiedział się o Miyuki i jej przeszłości.
- Jak chcesz. Nie zapominaj jednak, że w wiosce mamy już dwa problemy, a ty dodajesz nam trzeci.
- Dwa? Chyba źle policzyłeś.
- Nie. Pierwszym jest Miyuki Kitsune, którą zaprosiłeś do naszej wioski.
- A drugi?
- Drugi to Kyuubi w dzieciaku Czwartego.
- Nie uważam tego za problem, drogi Danzo.
- Jeśli wioska poniesie straty na twoich decyzjach, ja będę pierwszym który pociągnie cię do odpowiedzialności.


Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili do środka weszła drobna brunetka.
- Dobry wieczór, Hokage-sama. Chciał mnie pan widzieć. - podeszła bliżej biurka za którym siedział przywódca i spojrzała na obecnego tam jeszcze jednego mężczyznę. - Dobry wieczór, panie…
- Danzo. - warknął nie kryjąc swojej niechęci do dziewczyny, po czym skierował swe kroki do wyjścia. - Pamiętaj co ci mówiłem, Hiruzen.
- Wybacz mu, jest po prostu nerwowym człowiekiem i brak mu taktu.
Miyuki stała jak słup soli i patrzyła w drewniane drzwi, za którymi zniknął Shimura. Danzo. To imię  odbijało się w jej głowie jak w pustym korytarzu. To jedno imię sprawiło, że wspomnienia wróciły. I jeszcze wrogie nastawienie tego człowieka, to wszystko ułożyło się w jedną całość. Dlaczego wcześniej nie zwróciła na to uwagi? To on zlecił Hiwabe złamanie zasad podczas ich walki. To on chciał się jej pozbyć. To wszystko było jego planem.
- Miyuki. - Trzeci sprowadził młodą dziewczynę na ziemię. - Wszystko w porządku?
- Ja… T-tak, proszę pana. Zamyśliłam się, przepraszam.
- Na pewno wszystko dobrze? Zbladłaś.
- Tak, to nic. - spojrzała w podłogę, po czym przeniosła już spokojne oczy na staruszka.
Teraz i tak nie było sensu tego roztrząsać. Kushina i Minato, jedyni którzy zajmowali się tym tajemniczym atakiem, nie żyli. Nikt teraz nie weźmie tej sprawy.
- Dobrze, na tę chwilę dam ci z tym spokój, ale wrócimy do tej rozmowy. Póki co mam ci do przekazania smutne wieści…

***

Wieczór był dosyć chłodny, jednak na niebie nie było żadnej chmury. Jasne gwiazdy i księżyc w pełni oświetlały ulice śpiącej wioski. Przez jedną z nich, wolnym krokiem maszerował Kakashi. Nagłe pojawienie się ANBU w jej mieszkaniu, wezwanie przez Hokage… to wszystko nie dawało mu spokoju. Martwił się. Postanowił, że nie wróci do domu, tylko poczeka na przyjaciółkę gdzieś w okolicach siedziby Hokage. Chciał być przy niej, móc ją pocieszyć, przytulić, być oparciem. Tak jak ona była dla niego. Nagle dostrzegł znajomą postać na jednej z ławeczek.
Bezszelestnie zajął miejsce obok brunetki i spojrzał na nią z zaciekawieniem. Patrzyła w księżyc, którego blady blask delikatnie oświetlał jej buzię. Nie wyrażała nic. Obojętnie wpatrywała się w srebrzysty punkt. Położył chłodną dłoń na jej, spoczywającej na kolanach.
- Miyuki, wszystko w porządku?
- Dlaczego wszyscy mnie o to pytają. - odpowiedziała po chwili.
- Słucham?
- Nieważne… - westchnęła nie odrywając wzroku od księżyca. - Mój wujek i ciocia nie żyją.
- Przykro mi.
- A mi chyba nie. - przeniosła obojętne oczy na przyjaciela. - Nic nie czuję. Smutku, żalu, tęsknoty. Nic. Oni byli dla mnie zupełnie obcy, nawet nie chcieli mnie poznać.
- Rozumiem… zginęli na misji?
- Nie. - znów wbiła wzrok w niebo. - Zniszczyła ich ta sama moc, która zniszczyła moją wioskę.
Kakashi nic nie odpowiedział. Przyglądał się brunetce z uwagą, utwierdzając się w przekonaniu że naprawdę Miyuki nie czuła niczego w związku z tym wypadkiem. Trochę było to przerażające, ale z drugiej strony całkiem uzasadnione. Nie znała ich, wręcz została przez swego wuja zwyzywana od najgorszych i przegnana.
Wzmocnił uścisk dłoni nakłaniając przyjaciółkę, aby na niego spojrzała.
- Odprowadzę cię do domu.
- Jasne. - jak ręką odjął jej dziwny spokój odszedł w niepamięć i zastąpiła go pozytywna energia. - Więc chodźmy.
- Jesteś pewna że z tobą wszystko w porządku? - Kakashi nie wiedział co spowodowało tą nagłą zmianę, ale trochę go to bawiło.
- Tak. Po prostu zbyt wiele się dzisiaj wydarzyło, nie ma sensu się tym przejmować. - uśmiechnęła się delikatnie.
Chłopak wstał i zrównał się z nią krokiem. Szli powoli, w ciszy, jednak Kakashi co jakiś czas zerkał na Uzumaki. Zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji w jakiej się znalazła i nie uwierzył do końca w jej obojętność. Jednak ta cisza między nimi… była dobijająca.
- Jutro dołączy do nas nowy członek ANBU.
- Oooo. - zaciekawiła się. - A któż to taki?
- Uchiha Itachi.
Na dźwięk tego nazwiska brunetka zatrzymała się nagle.
- Uchiha…? - wiedziała co to oznacza. Sharingan. Pamiętała co Kakashi potrafił zrobić będąc w posiadaniu tej mocy.
- Spokojnie, nikt nie wie o tym co się wtedy wydarzyło. Nikt nie przejmie nad tobą kontroli, nie musisz się martwić.
- Rozumiem. - spojrzała przed siebie dostrzegając, że znajdują się już pod jej mieszkaniem. - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. To miłe.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się ciepło. - To do zobaczenia jutro.
- Tak… - szybko doskoczyła do niego i cmoknęła go w policzek. - Do zobaczenia.
I zniknęła za drzwiami budynku, zostawiając wykolejonego z torów Kakashiego. Dotknął policzka w miejscu gdzie przed chwilą czuł ciepło jej pocałunku. Dziękował w duchu że jest ciemno i nie widać jego rozpalonych do czerwoności policzków.

***

- Ten przeklęty Hiruzen myśli, że ja nic nie wiem?! - mężczyzna uderzył drewnianą laską o kamienną podłogę. - Ma mnie za głupca! Ale to nie ja tu jestem głupcem, oj nie.
- Panie Danzo?
- A to wszystko dzięki tobie, Hiwabe. Mój ty przekaźniku informacji. -  uśmiechnął się złowieszczo.
- Tak jak pan rozkazał.
- Cenię cię jako lojalnego podwładnego. Odpracowałeś swoją niekompetencję podczas walki z tą dziewczyną.
Danzo podszedł do stojącego w rogu pomieszczenia fotela i rozsiadł się w nim.
- Jeszcze zniszczę ten jej piękny sen o życiu w Liściu.
- Co pan zamierza?
- Wszystko w swoim czasie, mój drogi. Póki co niech ta cała Miyuki cieszy się życiem, niech pląsa sobie po ulicach mojej wioski. A gdy będzie już tak rozanielona tym wszystkim, ja zniszczę wszystko co kocha!

***

- Przedstawiam wam nowego członka Drużyny Ro. Itachi Uchiha.
Po tym przedstawieniu przez Hatake, Itachi przywitał się z nowymi towarzyszami. Rozejrzał się wśród nowych masek.
- Witaj, ja nazywam się Uzumaki Miyuki. - brunetka kiwnęła głową do nowego, po czym spojrzała na resztę grupy. - To jest Tenzō, Hayate i Yūgao.
- Mnie już znasz. - Kakashi dokończył. - Ok, jako że Hokage nie ma dla nas dzisiaj żadnej misji, chciałbym abyście poświęcili część tego dnia na trening. Itachi, ty pójdziesz ze mną i Miyuki. Chcę zobaczyć co potrafisz.
- Zrozumiałem.


Reszta grupy udała się w swoją stronę, natomiast wymieniona trójka została na placu treningowym, gdzie Kakashi wraz z Miyuki oceniali umiejętności Itachiego. Pomimo zapewnień szarowłosego, widok Sharingana budził w brunetce uczucie niepokoju. To była automatyczna reakcja na widok tych oczu. Tym bardziej u tak niesamowitego ich posiadacza. Itachi okazał się świetnie władać bronią shinobi, każdy kunai i shuriken zawsze trafiały w sam środek. W walce wręcz również niczego mu nie brakowało, nie mówiąc już o legendarnych umiejętnościach wzrokowych klanu Uchiha.
Po treningu Kakashi poszedł pod prysznic, natomiast młody Uchiha postanowił wykorzystać tą chwilę na rozmowę z brunetką.
- Miyuki? - wyjrzał zza szafek.
Dziewczyna nie spodziewała się tego i aż podskoczyła lekko.
- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć.
- Nie nie, nic się nie stało. - uśmiechnęła się delikatnie. - O co chodzi?
- Dopiero do was dołączyłem i chciałem cię poprosić, abyś ze mną trochę potrenowała. Chciałbym poznać wasz styl walki.
- Ja? - wskazała na siebie palcem zaskoczona. - Kakashi jest ode mnie znacznie lepszy, chyba więcej cię nauczy.
- Czy ja wiem… - podszedł do Miyuki i szepnął do niej. - On jest trochę straszny.
- Słucham? - roześmiała się.
- Roztacza wokół siebie dziwną barierę…
- No dobrze, w takim razie pomogę ci.
- Dziękuję. To widzimy się dzisiaj o 18 na placu treningowym?
- Jasne.
Nie wiedzieli, że końcówce ich rozmowy przysłuchuje się Hatake, który nie wiedział dlaczego, ale poczuł dziwne ukłucie w sercu. świadomość spotkania miyuki z Itachim strasznie piekła jego duszę, niczym rozżarzony węgielek. Zazdrość?

***

Następny dzień rozpoczął się wcześnie. Drużyna Ro dostała zadanie od Trzeciego, które polegało na wyeliminowaniu wroga na granicy kraju. Punktualnie o 6 rano wszyscy członkowie grupy stawili się na dachu budynku siedziby głównej. Miyuki już na początku zauważyła dziwne zachowanie swojego przyjaciela. Szarowłosy był cichy i oziębły, nawet się z nią nie przywitał!
- Hej, wszystko w porządku? - Uchiha podszedł do brunetki. - Wyglądasz jakby cię coś gryzło.
- Nie, po prostu…
- Proszę o ciszę! - nagły i donośny ton Hatake uciszył wszystkich. - Mamy do wykonania bardzo ważną i niebezpieczną misję. Macie się skupić na pracy i tylko na niej.
Tutaj wymownie spojrzał na Miyuki i Itachiego, których ten wzrok zupełnie zbił z tropu.
- Co… o co mu chodziło?
- Nie mam pojęcia… - dziewczyna patrzyła zaskoczona na przywódcę. - Później spróbuję z nim porozmawiać.
Nie przedłużając, grupa ANBU ruszyła przed siebie. Kakashi narzucił bardzo szybkie tempo, co już samo w sobie było dziwnym zachowaniem u niego. Miyuki zostawała na tyłach grupy i patrolowała okolicę w poszukiwaniu obcej chakry, co chwile jednak zerkając na plecy szarowłosego. Mogłaby przysiąc, że przez chwilę widziała jak powietrze wokół niego zamarza… taki był nieprzyjemny dzisiaj. Nie odezwał się do niej przez całą misję. Jedyne co dane było jej usłyszeć, to oschłe rozkazy.
Po wykonaniu zadania, Kakashi zarządził przerwę i rozbicie obozu. Sam poszedł na patol. Brunetka uznała to za dobrą okazję do rozmowy, więc gdy tylko zniknął z obozowiska, udała się za nim.
- Powinnaś zostać w obozie i pomóc.
- Co się z tobą dzisiaj stało?
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi. Wykonuję tylko swoją misję. - jego ton pozostawał równie zimny, jak na początku dnia.
- Właśnie o to. - położyła dłoń na jego ramieniu, zmuszając tym samym do zatrzymania się. - Traktujesz mnie jak powietrze, jesteś nieprzyjemny… coś się stało?
- Czy coś się stało? - strącił jej rękę i spojrzał w oczy. - Nic się nie stało. Po prostu wkurwia mnie nieprofesjonalizm.
- Słucham? Twierdzisz że jestem nieprofesjonalna? - nie wierzyła własnym uszom.
- Tak. Zamiast myśleć o misji ty się migdalisz z kolegą z drużyny. I do tego młodszym!
Brunetka patrzyła na chłopaka oczami wielkości pięciozłotówek. Nie wiedziała czy się przesłyszała, czy może Kakashi dostał wysokiej gorączki i majaczy.
- Czy ty jesteś zazdrosny?
- Nie! Masz po prost zająć się pracą, a nie amorami!
- Więc twierdzisz, że taka jestem. Że wolę, jak to ująłeś, migdalić się z młodszym i zdolnym chłopakiem, niż pracować. A może masz ostrzejsze określenie na języku, hę?
I tu zorientował się że przegiął. Uraził ją. Powiedział o kilka słów za dużo. A teraz dziewczyna w której się kochał, była na niego wściekła.
- To nie tak, źle mnie zrozumiałaś.
- Nie, sądzę że zrozumiałam cię idealnie. - szybko otarła załzawione oczy, aby nie pozwolić słonym kroplom na cieczkę. - Idę sprawdzić z drugiej strony…
- To znaczy gdzie?
- Gdzieś gdzie nie ma ciebie.
Czuła się fatalnie. Nie sądziła że Kakashi będzie zdolny do takich słów, a co gorsza do takich wniosków. Odwróciła się na pięcie i już miała opuścić to miejsce wypełnione jego obecnością, gdy nagle Hatake złapał ją mocno za rękę i przyciągnął do siebie. Nim zorientowała się w tym wszystkim, poczuła ciepłe wargi chłopaka na swoich. To było tak drastyczne i niespodziewane… zadziałało jak uderzenie młotkiem w głowę. Spowodowało szum i jej zawroty, ale było przyjemne. Po krótkiej chwili, która dla Miyuki trwała stanowczo za krótko, oderwał się od nie.
- Chyba masz rację, jestem zazdrosny.
Nim odzyskała świadomość, Kakashi stał już od niej w odległości kilku kroków.
- Nic mnie nie łączy z Itachim.
- Mhm.
- Poprosił mnie tylko o trening.
- Nie wnikam.
- Kakashi… - westchnęła i pokręciła głową. - Dzięki temu dowiedziałam się, że jestem odporna na genjutsu.


***

No i skończyłam… :( przepraszam Was za tą
wpadkę z usunięciem posta. Ten na pewno różni się
nieco od pierwszej wersji, no ale nie byłam w stanie
napisać go identycznie… Ogólnie sens jest ten sam,
co poprzednim razem.


A i tak nawiasem mówiąc, to zmiany nastroju u Miyuki nie są
objawem choroby psychicznej, ani ciąży. Tak tylko…
Ogólnie to dupa z moimi portretami, bo nie mam NIC. Nawet szkicu
nie mam, nawet nie mam zdjęcia na którym mogłabym się
wzorować. Jedna wielka czarna dupa. Idę. Jestem głodna,
smutna i zniesmaczona swoim lenistwem. Idę jeść.


Frelka




© grabarz from WS | XX.