Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kitsune. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kitsune. Pokaż wszystkie posty

Rozdział 18. "Czarny płaszcz"


Wskazówki zegara wskazywały już grubo po 9, gdy Kakashi obudził się i zdał sobie sprawę, że jest spóźniony. Zrezygnowany schował głowę pod poduszkę, mając nadzieję że to w jakiś cudowny sposób zatrzyma czas i będzie mógł sobie jeszcze słodko pochrapać. Niestety… tykanie małego urządzenia nie dawało nadziei na choćby dodatkową minutę snu. Niechętnie stoczył się z łóżka i ziewając przeciągle, zniknął za drzwiami łazienki. Musiał się spieszyć, gdyż na 9 był umówiony ze swoją drużyną. Jego pierwszą. 
Gdy miesiąc temu poddał ich testowi, nie liczył, że tak różniące się trzy osobowości będą mogły współpracować. A jednak… Naruto, Sakura i Sasuke pokazali, że pomimo ścisłych reguł, są w stanie pomóc sobie nawzajem. Nieznaczny uśmiech przebiegł po twarzy mężczyzny na wspomnienie tej trójki, gdyż zawsze gdy na nich patrzył, widział siebie w towarzystwie starej drużyny Minato. 
Po szybkim prysznicu zrobił jeszcze dwa łyki ciepłej kawy i pomijając już trudności związane ze śniadaniem, wyszedł z domu. Dochodziło wpół do dziesiątej, gdy Kakashi z majestatem objawił się trójce zniecierpliwionych podopiecznych. 
- Kakashi-sensei, czy ty zawsze musisz się spóźniać?! - mały blondyn w pomarańczowym dresie chrapnął w stronę starszego, za co natychmiast otrzymał kopniaka w kostkę od swojej przyjaciółki z drużyny. Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, po czym przeprosiła za jego zachowanie. 

Rozdział 17. "Ona mnie nienawidzi."


Mijały kolejne dni i tygodnie, które Kakashi spędzał albo samotnie, albo na misjach. Rzadko kiedy wychodził ze znajomymi, a jeśli już to głównie kończyło się to na wspólnym piciu. Dodatkowo coraz rzadziej odwiedzał cmentarz. Gdy musiał już się tam udać aby wymienić kwiaty na nagrobkach Rin i Miyuki, robił to możliwie jak najszybciej. Już nie zostawał, nie rozmawiał, nie rozmyślał. Dał sobie również spokój z szukaniem osoby odpowiedzialnej za uprowadzenie ciała ukochanej, nie miał żadnych tropów ani wskazówek. Całkowicie skupił się na swojej pracy i tylko to go teraz pochłaniało. Jednak…
Jednak czasami, bardzo rzadko i niechętnie odczuwał silną tęsknotę, której ból przyprawiał go o mdłości. Tylko wtedy siadał przy kamiennym nagrobku i godzinami przesiadywał tam w ciszy, wpatrując się w wygrawerowane imię. Teraz też tak było. Wrócił z jednej ze swoich misji i poczuł że musi tutaj przyjść, pomimo dosyć późnej pory. Słońce chyliło się już ku zachodowi i zaraz miała nadejść noc, a te ostatnio były chłodne. Zbliżała się zima… pierwsza bez niej, 
- Kakashi? Co tu robisz o tej porze? Zaraz całkowicie się ściemni. - dosłownie znikąd pojawiła się Kurenai, trzymając białą lilię. 
- Musiałem tu przyjść, nie wiem dlaczego. - spojrzał na przyjaciółkę, z całych sił starając się ukryć smutek.
- Rozumiem… - włożyła kwiat do betonowego wazonu. - Rzadko tu bywasz. 
- Mam dużo pracy. - skłamał.
- Nie więcej niż inni. 
- Co ty wiesz… 
- Kakashi, wiem że ci ciężko i że tęsknisz, nie ukrywaj tego. - czerwone tęczówki kobiety patrzyły dobitnie w stronę Hatake, oczekując na jakąś wylewność, potrzebę rozmowy, cokolwiek. 
- Nic mi nie jest. - odwzajemnił jej spojrzenie. - Kochałem ją, tylko tyle.
- Tylko tyle? Skoro ją kochałeś, to cierpisz. Kakashi ona nie żyje!
- Wiem! - nie wytrzymał. - Wiem to lepiej niż ktokolwiek inny, bo sam przebiłem ją kunaiem! To na moich rękach jest jej krew! 
- Kakashi… 
- Nie. - przerwał jej ostro. - Wiem, że to nie moja wina. Wiem kto do tego doprowadził, ale świadomość że gówno mogę mu zrobić doprowadza mnie do szału!
- O czym ty mówisz? - Kurenai nie była wtajemniczona w całą sprawę, w sumie nikt nie był prócz Kakashiego, Hokage i najbliższych jego doradców. 
- Nieważne, wybacz nie mogę powiedzieć. I tak już za dużo paplam… 

Rozdział 8. "Pomieszane uczucia."



- Kiedy dowiem się wszystkiego co chcę, wtedy wyjawię moje intencje… - Miyuki czuła smutek… smutek pomieszany z żalem i niepewnością. Kochała Kushinę jak zastępczą matkę, jednak świadomość że ta mogła okazać się kłamcą, łamała jej serce.
- Dobrze… - kobieta ciężko westchnęła. - W końcu musiało dojść do tej rozmowy…

- Chcę dowiedzieć się, czy to prawda…
- To znaczy? - Kushina nie rozumiała o co chodzi.
- Ktoś powiedział mi wiele ciekawych rzeczy i chcę sprawdzić, czy to prawda. Dlatego proszę, żeby był pani szczera.
Kushina patrzyła zszokowanym wzrokiem na Miyuki, nie miała pojęcia z kim dziewczyna mogła rozmawiać na temat swojej przeszłości i pochodzenia. Nie miała jednak zamiaru już dłużej kłamać i ukrywać prawdy. W końcu przyszedł czas na szczerość.
- Nie wiem co powiedziała ci ta osoba, ja powiem ci wszystko co wiem i obiecuję niczego nie zatrzymać dla siebie, ani nie kłamać. - granatowe oczy spojrzały z powagą na brunetkę. - Naprawdę nazywasz się Uzumaki Miyuki i pochodzisz z Wioski Wiru. Skłamałam mówiąc, że nie wiem skąd masz ten wisiorek w kształcie wiru na szyi. Twoja matka pochodziła właśnie z tego klanu, nazywała się Kaho Uzumaki.
- Moja matka… - brunetka patrzyła smutno na Kushinę.
- Natomiast twój ojciec, Isao, pochodził z Konohy. Był członkiem klanu Kurama i młodszym bratem Murakumo, twojego wuja.
- Czyli… moja rodzina. Ja mam krewnych? Oni żyją? - nie potrafiła uwierzyć w to co właśnie usłyszała. - Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?

Rozdział 7. "Oczy zwierciadłem duszy."



Ranek nadszedł bardzo szybko, zupełnie zacierając jakiekolwiek ślady po nocy i śnie. Kakashi otworzył zaspane oczy i spojrzał w okno, skąd dobiegały delikatne promienie słońca. Zupełnie się nie wyspał… Spojrzał na półkę, na której stał kubek z niedopitą herbatą. Przypomniał sobie jak podle się wczoraj zachował wobec Bogu ducha winnej przyjaciółki i poczuł zażenowanie. Wiedział, że powinien ją przeprosić, jednak czuł ogromny wstyd. Nie było sensu tego odwlekać, więc opuścił pokój i udał się do kuchni. Ku jego zdziwieniu nie zastał w pomieszczeniu żywej duszy, tylko talerz kanapek na stole oraz przyczepioną do nich karteczkę z napisem “Smacznego :)”. Kakashi czuł narastającą panikę. Gdzie była Miyuki? Szybko rozejrzał się po kuchni, później salonie, następnie zajrzał do łazienki. Nigdzie nie mógł znaleźć przyjaciółki. Podbiegł do drzwi swojej sypialni i delikatnie, aczkolwiek nerwowo zapukał. Zero reakcji. Ponowił próbę, tylko tym razem mocniej. Nadal nic. Nacisnął klamkę i wszedł do pokoju, ale w nim również nikogo nie zastał. Rozglądał się w panice szukając wskazówek gdzie mogła udać się wciąż pozbawiona pełni sił dziewczyna. Wybiegł z pomieszczenia i ponowił poszukiwania w reszcie domu. Nagle jego uwagę przykuł ruch za oknem, w ogrodzie. Otworzył drzwi prowadzące na taras i z ulgą w piersi dostrzegł, że Miyuki znajduje się w ogrodzie. Dziewczyna… trenowała? Czy nie mieli tego zrobić razem? Może po wczorajszym zachowaniu Kakashiego, nie miała ochoty z nim trenować…

Rozdział 6. "Nienawiść i bezradność."




- Spokojnie. Z czasem wszystkiego się dowiesz. Już za niedługo Konoha… - złowroga postać podniosła z ziemi kamień, by po chwili zwłoki zacisnąć pięść i zgnieść go w pył. - … zostanie zniszczona.

***

Odkąd Kushina i Minato dowiedzieli się, że zostaną rodzicami minął miesiąc. Nikt prócz nich oraz Kakashiego nie wiedział o stanie błogosławionym kobiety. Wszyscy mieszkańcy Wioski Ukrytej w Liściach żyli swoim własnym życiem. Stan Miyuki niestety nie poprawił się na tyle, aby wyjść ze szpitala we wcześniej określonym terminie i biedna dziewczyna wciąż tkwiła w nudnej sali szpitalnej. Przeczytała już całą biblioteczkę Kakashiego i pół biblioteki Konohy. Jako, że dziewczyna uwielbia rysować, ze swojej sali uczyniła małą galerię sztuki… gdyż zdążyła namalować już ponad 60 obrazów. Ale nie kryła tego, jak bardzo ma już dosyć szpitalnego życia. Czuła się już całkiem dobrze, miała już dosyć siły aby samodzielnie wstawać i przechadzać się po szpitalu. Nie rozumiała dlaczego wciąż musi tu tkwić. Lekarz prowadzący powiedział, że obawia się o jej system krążenia chakry, ale dziewczyna czuła się wyjątkowo dobrze i wolałaby już odpoczywać we własnym domu, we własnym łóżku. Niestety lekarz nie chciał się zgodzić na pozostawienie pacjentki bez opieki, którą szpital jej zapewniał. Nie pomogły żadne prośby i błagania… Brunetka siedziała teraz na dachu szpitala, ciesząc się spokojem ciepłego dnia. Lubiła tutaj przesiadywać, chociaż nie podobało się to personelowi szpitala. Ale miała nadzieję, że wszyscy tutaj będą już mieli jej dosyć i wypiszą ją do domu. Cóż, nadzieja umiera ostatnia…
- Wiesz, że szuka cię pielęgniarka? - miły męski głos zakłócił spokój Miyuki.
- Zaskoczę cię, jeśli poproszę abyś im nie mówił gdzie jestem? - dziewczyna odwróciła się w stronę intruza i uśmiechnęła ciepło.
- I tak zaraz się domyślą. Zbyt często tu przychodzisz. - szarowłosy chłopak podszedł do siedzącej na krawędzi dachu dziewczyny. - Można się przyłączyć?
Miyuki spojrzała na panoramę wioski i w odpowiedzi tylko kiwnęła głową twierdząco.
- Jeśli spędzę w tym szpitalu jeszcze jedną noc, to przysięgam że skoczę z tego dachu…
- Obawiam się, że tylko się połamiesz. - zaśmiał się.
- Ja nie żartuję, Kakashi… - dziewczyna zacisnęła pięści. - Mam dosyć tego szpitala…
- Więc chyba dobrze, że załatwiłem ci zwolnienie, prawda? - pomachał brunetce przed oczami kartką papieru, na której był wypis ze szpitala.
- Co?! - błękitne oczy spojrzały z niedowierzaniem na Hatake. - Błagam, nie mów że to żart…
- To najprawdziwsza prawda! - Kakashi podał przyjaciółce dokument. - Wystarczy spakować twoje rzeczy i zmywamy się stąd.
W jednej sekundzie energia życiowa Miyuki wróciła do jej ciała i dziewczyna aż podskoczyła z radości. Niestety zapomniała, że znajduje się na skraju dachu i ten nagły napływ radości spowodował utratę równowagi. Tylko refleks Kakashiego, który złapał ją za rękę, uchronił dziewczynę przed najprawdziwszym skokiem z dachu…
- Na pewno nie chcesz tutaj zostać? - Kakashi odetchnął z ulgą, że zareagował w porę.
- Ani minuty dłużej! - ona również odetchnęła w duchu, że ma tak zręcznego przyjaciela przy sobie…

Rozdział 5. "Nie opuszczaj mnie."



W pokoju zapanowała ponura atmosfera i bezlitosna cisza. Minato był zły na siebie że dopuścił do takiej sytuacji, że dopuścił Danzo do tej walki. Ten starzec nigdy nie był przychylny wobec ludzi, którzy popierali Trzeciego Hokage. Martwił się tym, że tak bezmyślnie naraził młodą dziewczynę na śmierć, a co gorsza… naraził całą wioskę na atak ze strony potwornego demona ukrytego głęboko w ciele Miyuki…

***

Jedna noc wydawała się miesiącem. Jedna minuta równała się godzinie. Ból był porównywalny do tego, jak gdyby ktoś rozrywał ciało na kawałki, każdy jego centymetr. Nawet najwytrwalszy człowiek miałby tego dosyć. Uchylenie powiek było trudniejsze niż kiedykolwiek… Były ciężkie i nie chciały współpracować. Ogromnym wysiłkiem było otwarcie oczu choćby odrobinkę. A to również nie poskutkowało ukojeniem, bowiem gdy tylko to się udało, do oczu dotarł oślepiający blask. Drażnił źrenice i powodował łzawienie. Minęło kilka minut zanim dało się przyzwyczaić do jasnego światła i ich właścicielka mogła ze spokojem spojrzeć na świat. Pomieszczenie nie było znajome… ściany były nieprzyjemnie białe, a światło stanowczo zbyt jasne. Dodatkowo łóżko za ciasne… Dziewczyna włożyła trochę siły w to, aby podnieść głowę i spojrzeć w dół w miejsce nieznanego obiektu. Chociaż… Szara czupryna wydawała się dosyć znajoma. Brunetka z trudem uniosła dłoń i pogładziła jasne włosy, przypominając sobie swojego przyjaciela…
- Kakashi… - słaby, ledwie słyszalny szept rozpłynął się w ciszy pomieszczenia. Automatycznie w jej głowie pojawił się wspomniany chłopak.

Rozdział 4. "Nieznana moc Sharingana."



Tymczasem w głębi lasu Miyuki uciekała unikając kolejnych ataków przeciwnika. Nagle Hiwabe wyciągnął kilka shurikenów i rzucając nimi odciął drogę ucieczki swojej ofiary.
- No… teraz już mi nie uciekniesz. - mężczyzna wyciągnął z torby jednego kunaia i wymierzył w dziewczynę. - Ten jest wyjątkowy. Specjalnie dla ciebie.
- O co ci chodzi? - Miyuki czuła niepokój, nie podobało jej się zachowanie Hiwabe.
Niespodziewanie ostre narzędzie świsnęło w powietrzu i dało się usłyszeć dźwięk rozdzieranego materiału. Z uda dziewczyny zaczęła sączyć się krew…
- No i po kłopocie. Teraz zatańczysz tak, jak pan Danzo zagra.
- Danzo…? - niebieskie oczy spojrzały zaniepokojone na przeciwnika. Dziewczyna czuła nieprzyjemne pieczenie co świadczyło tylko o jednym. - … Trucizna? Przecież…

***

- Weź to. - mężczyzna w kimono podał ANBU torbę z bronią. - Najpierw wyeliminujesz Kakashiego, choćby na kilka minut. Następnie zapędzisz obiekt w kozi róg i tam... Wystarczy jedno draśnięcie.
- Co to jest, Danzo-sama?
Shimura zaśmiał się złowieszczo, a w jego oczach dostrzec można było szaleństwo.
- To specjalne kunaie. Ich ostrza nasączone są specyficzną substancją.
- Trucizna? Hokage zapewne zabroni używać takich rzeczy, zrobią sekcję zwłok, będą problemy…
- Nie panikuj! - Danzo skarcił swojego podwładnego - To specjalna substancja uwalniająca chakrę. Wyzwoli moc prawdziwego demona w tej dziewczynie. Wtedy ta zaatakuje Hokage i dopiero wtedy wszyscy zobaczą, że sprowadzenie jej do Konohy było wielkim błędem!
- Rozumiem.
- Wykonaj swoje zadanie należycie, a zostaniesz nagrodzony… - Danzo spokojnym krokiem oddalił się od swojego podwładnego, zostawiając go w bitwie własnych przemyśleń.

***

- Minato! - Kushina bacznie przyglądała się walce i zauważyła niepokojące zachowanie Miyuki po draśnięciu kunaiem. - Coś jest nie tak z Miyuki, widzisz?

Rozdział 3. "Będziesz musiał mnie zabić."




Od tragicznych dla Drużyny Minato wydarzeń minęło już trochę czasu. Trzeci Hokage oficjalnie ogłosił, że ustępuje stanowiska Hokage Wioski Ukrytej w Liściach i oddaje je w ręce Namikaze Minato. Jak postanowił, tak też się stało. Zapytacie co z Kakashim?
Kakashi po wyjściu ze szpitala regularnie odwiedzał grób Rin. Zawsze kładł na nim świeże kwiaty i sprzątał suche gałązki oraz listki. Stał się jeszcze bardziej aspołeczny niż dotychczas. Starał się nie myśleć o wydarzeniach z przeszłości, jednak ta rana wciąż była otwarta i sączyła się z niej krew. Od tamtego czasu nie widział się nawet z Miyuki… Kushina ukończyła z nią  trening i teraz młoda brunetka została przydzielona do ANBU, aby sam Hokage mógł mieć na nią oko. Krótko po tym Minato został mianowany tytułem Czwartego Hokage. Widząc samotność Kakashiego, Czwarty postanowił że jego również przydzieli do swoich oddziałów specjalnych. Teraz wszystko miało wrócić na dobre tory, unormować się, uspokoić…

***

Trening z Kushiną Uzumaki przyniósł rezultaty. Miyuki nie tylko nauczyła się w pewnym stopniu panować nad swoją mocą, ale też otworzyła się na ludzi. Czerwonowłosa kobieta pokazała jej, że posiadanie w sobie złowrogiego źródła mocy nie jest niczym ograniczającym, jeśli tylko odpowiednio się z tego źródła korzysta. Jednak mimo to dziewczyna nie nawiązała z nikim innym głębszej relacji, nie związała się z nikim ani w sensie związku, ani przyjaźni. Jedynie do Kushiny i Minato czuła przyjaźń i wdzięczność za okazane jej wyrozumienie i pomoc. Teraz brunetka zmierzała w stronę targu. Jak co wieczór miała w planach kolacje, niestety samotną. Przyzwyczaiła się. Od dziecka była samotna, odsunięta, niechciana. Dziewczyna szybko potrząsnęła głową aby odgonić depresyjne myśli i przyspieszyła kroku. Dzień nie należał do najcieplejszych, a słońce na niebie zasłoniły szare chmury.
- Zbiera się na deszcz… - Miyuki spojrzała w niebo i szepnęła do siebie.
Lubiła deszcz. Uwielbiała burze, a jeszcze bardziej zapach powietrza po nich. W końcu dotarła do celu swojej krótkiej wędrówki i podeszła do straganu z warzywami. Starannie dobierała najlepsze składniki potrzebne do jej potrawy. Nagle jej uwagę przykuła rozmowa dwóch mężczyzn stojących obok straganu.
- Czyli to prawda? - niemalże szeptem powiedział jeden z nich.
- Tak, tak. Wiem to od kumpla, który usłyszał to od kuzyna.
- “Czyli wiarygodne źródło” - Miyuki pomyślała i parsknęła pod nosem na wiadomość skąd mężczyzna czerpie informacje. Zawsze śmieszyli ją ludzie karmiący się plotkami.
- Zabił ją własnoręcznie!
- Ale że ten Kakashi?! - drugi z mężczyzn nie dowierzał.
W tym momencie dowcipny nastrój dziewczyny zniknął w mgnieniu oka, a słuch wytężył się dwukrotnie.

Rozdział 2. "Miyuki Kitsune."



- Konoha zawarła z wami umowę!
- To dla Waszego dobra… Zabijcie demona…
Po tych słowach shinobi skonał. Rin spojrzała z przerażeniem na Miyuki. Kakashi wyczuł strach przyjaciółki i podszedł do niej.

- Rin, w porządku?
- Ja… tak. Po prostu nie wiem jaka technika jest do tego zdolna.
- Dzieciaki, zabierzcie Miyuki! Wracamy do wioski. Ja tu posprzątam…
Z lekkimi obawami, ale dwójka młodych shinobi wykonała rozkaz swojego senseia. Teraz biegli w  stronę Konohy, starając się nie myśleć o tym co przed chwilą zobaczyli. Po jakimś czasie dołączył do nich Minato, a gdy zaczynało świtać cała czwórka stała już pod bramą Konohy.
- Idźcie spać. Ja i Miyuki pójdziemy do Hokage.
- Tak jest, sensei!

***

- Dlaczego…?! Jaki ze mnie kapitan drużyny, czy Jōnin… - Kakashi upadł na ziemię i uderzył w nią pięścią.
- Nie ważne co powie wioska, dla mnie jesteś wspaniałym kapitanem, Kakashi… Zaopiekuj się Rin… Zapomniałbym… Nie dałem Ci jeszcze prezentu z okazji Twojego awansu…
- Co? Nie myśl o tym teraz…
- To nie będzie nic bezużytecznego… Daję Ci mojego Sharinngana, Kakashi. Zobaczę przyszłość Twoimi oczami… Rin, przeszczep Kakashiemu mojego Sharinngana w miejsce jego lewego oka… Szybko.
- Tak jest! - dziewczyna przetarła załzawione oczy i przystąpiła do natychmiastowego leczenia.
- Daję Ci mojego Sharinngana… Mojego Sharinngana… Mojego.

- OBITO!!! - donośny krzyk Kakashiego rozniósł się po całej sypialni. Jego oddech był szybki i płytki. Znów nawiedził go ten koszmar… koszmar w którym widzi swego konającego przyjaciela. Automatycznie zasłonił swoje lewe oko, przytaczając w myślach słowa Obito. - Twój Sharinngan…

Rozdział 1. "Ważna decyzja Trzeciego."


Konoha. Wioska Ukryta w Liściach. Cudowne miejsce... Historia nigdy nie oszczędzała zarówno tego miejsca, jak i jego mieszkańców. Tracili rodziny, przyjaciół, miłości swojego życia. No właśnie, czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak toczyło się życie i związki poniektórych bohaterów historii Naruto? Wspólnie wyobraźmy sobie i stwórzmy inną rzeczywistość…


***


- Zobaczę przyszłość Twoimi oczami...
- ...
- Zaopiekuj się Rin... Kakashi...


Czarne oczy szybko się otworzyły. Sen... kolejny przykry koszmar, przypominający o bolesnej przeszłości. Minęły dopiero dwa tygodnie, odkąd Kakashi stracił swojego przyjaciela, kompana, członka drużyny. Obito oddał swoje życie, aby go uratować...
- Obito... - szarowłosy chłopak przetarł twarz i powoli poczłapał do łazienki.
Spojrzał w swoje smutne odbicie w lustrze, lecz jedyne co zobaczył, to wielkie rozczarowanie. Wziął szybki prysznic i w identycznym tempie się ubrał. Dzisiaj czekała go pierwsza misja od... no właśnie. Zaprzysiągł sobie, że nie wiadomo co, bez względu na wszystko będzie chronił Rin. Dał słowo swojemu przyjacielowi... przyjacielowi który nie tylko oddał za niego życie, ale i podarował mu niezwykły prezent.  Sharinngan. Kakashi zasłonił lewe oko i wybiegł z domu.

© grabarz from WS | XX.